|
Co się stało Czy się pan źle czuje Nie |
||||||||||
|
||||||||||
|
Nilsenie 265 Dziwnie jednak zasłabła, kłuło ją w piersiach, kaszel męczył, że ledwie się mogła ruchać, odpoczywając co chwila Kaszub z łatwością łamał podkowy i sztaby żelazne, zginał w palcach niby skrawki tektury ciężkie, srebrne durosy hiszpańskie i rozrywał jak papier blaty grubej blachy Nie wzięłam, po cóż nam brać od niego przecież należy nam się jeszcze paszy od ojca, wzielim ino dwa wozy, a z tylu morgów Nie pójdę się upominać i tobie zakazuję Hanka aż się zerwała na odpowiedź Antkową, wnet jednak przychyliła się i wtuliła głowę w kolebkę, by łez nie pokazać i tego strapienia Jakże, taka zima, taka skrzytwa, taka bieda, że żyją jeno ziemniakami ze solą, grosza jednego nie ma, a on robić nie chce Całe dnie przesiaduje w chałupie, papierosy kurzy i duma albo znów gania po świecie, jak ten głupi, za wiatrem chyba Mój Boże, mój Boże jękała boleśnie , Taką muzykę urządziły, że nawet spłoszone ptactwo leci z tamtej strony, psy samojedzkie chyba dostaną chrypki, tak ujadają, a żaden nosa poza koczowisko nie wysuwa A to człowiek żyje cięgiem jak ten samson, że nawet do sąsiadów pójść nie pójdzie i pogadaniem serca nie ucieszy Chińczyk coś majstrował w kącie Zbudził ją dopiero turkot wozów pędzących po wybojach, bo jak to było we zwyczaju, w drugie święto Wielkanocy, po sumie, ścigali się, któren pierwej dopadnie swojej chałupy, że ino migały przez drzewa bryki, zapchane ludźmi, i konie prane batami Jagna skończyła dopiero co swój zagon, zmęczona była srodze, głodna i przemoczona do skóry, bo nawet i trepy zapadały się w rudy, torfiasty grunt po kostki, że raz w raz je zzuwała, żeby wylać wodę Że jesteś oszustem, nikczemnym oszustem, a nie moim bratem Nie jestem twoim bratem Co przez to rozumiesz Powiem ci, kiedy tylko Sternau wróci Ale to naprawdę wstrętne z mojej strony Mówię bez przerwy o swoich własnych sprawach Sternau spodziewając się, iż będzie śledzony, udał, że zmierza do wsi Umieszczono go za kajutą kapitana Sternau ujął Mindrella za rękę i uścisnął ją serdecznie: Zrobiłeś wiele dla hrabiego i jego rodziny aż do dzisiejszego wieczora Grób zasypali tak, aby nikt nie poznał, że zabrano zwłoki Zjawił się mer Więc nie jest to trup hrabiego Manuela Czy pan nie cierpi przypadkiem na tę samą chorobę, która pchnęła hrabiego w objęcia śmierci Zabrać zwłoki i koniec Nie, zwłoki zostaną tutaj, dopóki nie powiem, co o nich sądzę sprzeciwił się Sternau Co się stało Czy się pan źle czuje Nie W domach gotowano obiad, z kominów unosił się dym Właśnie zjawił się w stajni, mały, łysy, zniszczony pracą, ale tęgi, co się rzadko spotyka u górników po pięćdziesiątce Ogarnęła go taka rozpacz, że klął tylko: Psiakrew! Psiakrew! Psiakrew! Katarzyna, Mouquette i Lidka nadbiegły również i zaczęły szlochać i krzyczeć z przerażenia Stefan chwycił go za ramię i zagroził, że połamie mu kości, gdyby usiłował dopuścić się jakiejś zdrady Gniew tak wysuszał gardła, że ta garstka pieniędzy, jaką dostali, zostawała na ladzie Co do państwa Grógoireów, to zaprzątnięci byli wyłącznie myślą o córce: ona taka skłonna do przestrachu, biedaczka! Może zauważywszy niebezpieczeństwo panie wróciły jednak do Marchiennes? Oczekiwanie trwało jeszcze przez kwadrans, tym bardziej denerwujące, że towarzyszyły mu krzyki i bębnienie kamieni w okiennice Zadrżały dowiedziawszy się, że pompy będą czynne długie lata, przez sześć, siedem lat może, zanim szyb zostanie odbudowany i wszystka woda wydobyta W pierwszej chwili tłum cofnął się, zapanowało głębokie milczenie Uczciwszy uszy, na tyle mu się te buty zdadzą, co umarłemu kadzidło Niewprawnymi rękami rozpinał jej suknię, zmieszany wonią piżma, jaka dobywała się z rozchylonego stanika Obawiam się, że pański młody wiek wzbudzi zasadniczy i słuszny sprzeciw ojca; ma pan zaledwie lat dwadzieścia jeden i można żywić obawy, czy pan dostatecznie rozważył swój wybór, dość dobrze poznał charakter swojej narzeczonej Pomoc jej była niezmiernie potrzebna, by lawirować pomiędzy zagradzającym przejście gruzem i rosnącymi tam gęsto cierniami W naiwności swej wybuchnęła tylko śmiechem, on zaś na samą myśl o uścisku, który nie był dla niego przeznaczony, ale który niemal stał się jego udziałem, stracił całkiem głowę Powiadam zatem panu i mówię to wręcz panu Emilowi, że jest znacznie za młody, by odgrywać rolę przyjaciela rodziny, i że to musi ulec zmianie, w przeciwnym razie doczekacie się przykrych następstw Kiedy myśli jego zdobywając się na najpotężniejszy wzlot, na jaki je było stać, wznosiły do nieba wezwania, które trudno było nazwać modlitwą, lecz raczej hołdem, mówił wówczas Bogu: Twoje imię jest Mądrość!, Emil zaś dodawał: Twoje imię jest Miłość! Starzec poprawiał go: To przecie to samo i miał słuszność O, wierzę bardzo, że pan jest dostatnio odziany! odpowiedziała chcąc mu pochlebić przecie pana stać na to Nie o to chodzi odrzekł margrabia mówię to tylko dlatego, żebyście się tak nie krzątali i nie zaniedbywali dla mnie swoich chorych Zdaje mi się, że przybyłem zbyt późno, by zapobiec przykrym wyjaśnieniom, lecz pan jest człowiekiem interesu, panie Cardonnet, i wie pan dobrze, że ludzie zbierają się na naradę w doniosłych sprawach, by przedyskutować na chłodno poważne kwestie nawet wówczas, gdy w głębi ich duszy grają namiętności Któż zrozumie pańskie kaprysy? Ja daję za wygraną i odjeżdżam Niech pan pozwoli, że złączę dłoń pańską z dłonią pana de Châteaubrun Widzę, że spacer się panu nie udał powiedziała Gilberta |
||||||||||
|
|
||||||||||