|
Wkrótce przybyli do wsi |
||||||||||
|
||||||||||
|
Dyć się nie ruchajcie, nie pali się nikaj Bo taką rzecz powiedzieli, jakby im we łbie zamroczyło przemyjcie sobie ciemię święconą wodą, to wama dur przejdzie Juści, co się wszystkiego dowiedział i zaraz rano kazał wołać Dominikową, która była dopiero o północku wróciła, i taki był zły, że organistę zwymyślał, a Jambroża cybuchem przekropił La śmiechu rzekłem, a wy zaraz z pazurami Juści przeglądam ja was dobrze, juści Bo i co tu będziem po próżnicy klektać Jak może zrozumieć ciężar wilgotnego skwaru równika północna sosna, płaszcząca się po kamienistej glebie, wykoszlawiona, lecz potężna, głęboko wżarta korzeniami w ziemię i skałę Jak może zrozumieć siłę zastrzyku surowicy przeciw wściekliźnie rozjuszony dziki bawół, w szale bijący rogami w pnie olbrzymów dżungli i w omszałe głazy, ukryte w mroku kniei Oprócz Pitta Hardfula na Witeziu był jeszcze jeden dręczony niepokojem człowiek Za nim stał złotowłosy olbrzym z tatuowanymi rękami i przyglądał się mu uważnie Jeżeli zaś jacyś urzędnicy przyjadą wcześniej, zapłacimy należność na miejscu Hucznie spędzono święta, więc skład wina, porteru, whisky i dżinu mocno opustoszał przez ten czas 55 Rzekłem, słyszałeś Za trzecią kobietą się oglądają, to co im ta znaczą dzieci szepnął Jambroży Chodź ze mną (oczy mu iskrzą wewnętrzną radością, ale DOROCIE intuicja podpowiada nieufność) będziemy mogli szukać dalej DOROTA (cofa się gwałtownie, prostuje, mówi surowo) Ubieraj się natychmiast Pracować tylko na siebie cóż to za satysfakcja Chciałabym znaleźć kogoś, dla kogo warto by było pracować Krogstad Pani Helmer Czy zdaje pani sobie sprawę, że to niebezpieczne wyznanie Nora Dlaczego Wkrótce otrzyma pan swoje pieniądze Znalazłeś hrabiego Sternau tak mocno ściągnął cugle koniowi, że ten stanął dęba Nic więcej nie słyszałem, bo łódź odpłynęła z wielką szybkością Krystyno, dobra kochana, nie gniewasz się na mnie Pani Linde Za co Nie rozumiem Pani Linde Na co czekasz Nora Ach, ty nie potrafisz tego zrozumieć Idź do nich, przyjdę za chwilę Tak, spotykamy się powiedział Sternau z lodowatym spokojem Wyciągnął z kieszeni gazetę i ołówkiem odrysował ślad stopy Wkrótce przybyli do wsi Lecz sam również szczękał zębami jeszcze minuta i zostanie pochłonięty: na górze wszystko waliło się, woda płynęła jak rzeka, która wystąpiła z brzegów, padał morderczy deszcz belek W gęstniejących ciemnościach czarny masyw budynków wydawał się jeszcze bardziej ociężały Przy ogniu, który przygasł, stary ciągnął dalej swoje wspomnienia Możesz przynajmniej utrzymać porządek w domu Spróbował nawet samemu coś zanucić po czym rzucił jakby od niechcenia A co tam w pracy? U mnie nic ciekawego A ludzie na podszybiu i tak go już nie cierpią Jak on by teraz wyglądał, gdyby nie poszedł? Mężczyzna nie może przecież codziennie chodzić spać razem z kurami Wstąpię w jedno miejsce i może coś przyniosę Wnętrze ziemi, tak jak ziemia sama, jest własnością narodu i tylko ohydny przywilej wydał je całkowicie w ręce Towarzystw Ale oburza nas, że nawet i to nie jest prawdą: Towarzystwo nie wyrównuje nam niczego, po prostu chowa do kieszeni po dwa centymy od każdego wózka Obawiam się, że jest jeszcze bardziej głupi niż naiwny Tak przemożny był wpływ pana, że wszyscy się uspokoili i nawet Emil instynktownie poddał się jego woli Zdawało mu się, że do pokoju wszedł pan Cardonnet, a kiedy młodzieniec usiłował zerwać się z łóżka, chcąc wybiec mu na spotkanie, widmo dało rozkazujący znak, by się nie ruszał, po czym zbliżyło się do niego z obojętną miną, padło mu na piersi, nie odpowiadając ani słowem na jego skargi, a jego kamienna twarz nie zdradzała ani śladu litości nad męką, jaką zadawał swojej ofierze Ale ja, biedna dziewczyna, umiem tylko modlić się do Boga i będę go prosiła, by zesłał swą łaskę na to kamienne serce, tak jak zesłał kroplę rosy, która pozwoliła rozwinąć się temu pączkowi róży Ale po co, u diabła, chce pan się oskarżać? Byłoby to, bez obrazy, wielkie głupstwo Na miłość boską, niech pan przyjdzie do mnie, niech pan uchwyci się mego drzewa! Emil uznając słuszność upomnień Sylwina, który pomimo strachu nie tracił ani przytomności umysłu, ani chwalebnej chęci ratowania bliźniego od zguby, dopadł potężnego dębu, którego uczepił się chłopiec, i niebawem zdołał usadowić się tuż koło niego na mocnym konarze, o kilka stóp nad wodą Emil schylał głowę i wzdychał; nie mógł dać Gilbercie większego dowodu miłości niż nakazać sobie milczenie To było jedyną moją ambicją, do tego sprowadzało się moje pragnienie bogactwa i chwały! Czyż było to aż tak niedorzeczne? Dlaczego żądałeś, bym uczył się służalczo kodeksu praw, których nigdy nie uznam za swoje? Właśnie, właśnie! rzekł pan Cardonnet wzruszając ramionami Położyłem się tedy na wózku, przykryłem słomą, Gilberta siadła przy mnie i Sylwin odwiózł nas do Châteaubrun, dokąd wjechałem przed nosem żandarmów, którzy czyhali na mnie może o dwa kroki stamtąd Napisz więc, zapieczętuj i nie adresuj |
||||||||||
|
|
||||||||||