|
Poprzysięgli tylko, że ani na krok nie ustąpią od swych słusznych żąd... |
||||||||||
|
||||||||||
|
A ten głos zduszony, namiętny, zapiekły mocą kochania, nabrzmiały lubością, warem ją oblewał, ogniami, słodkością, krzykiem potęgi Stał na wprost, czuła, że się wsparł na krowie, pochylił i patrzył w nią tak z bliska, aż jego gorący oddech palił ją w głowę Dziewuchy ano i kobiety żeniate, przechodzące mimo spozierały na nią z zazdrością abo i zgoła przystawały w podle, abych nasycić oczy tym jej wełniakiem pasiastym i sutym, co jak tęczą mazurską mienił się na niej, to na jej czarne trzewiki wysokie, zasznurowane aż po białą pończochę czerwonymi sznurowadłami, to na gorset z zielonego aksamitu, tak wyszyty złotem, że aż się w oczach mieniło, to na sznury bursztynów i korali, co otaczały jej, białą, pełną szyję pęk różnobarwnych wstążek zwieszał się od nich na plecach i gdy szła, wił się za nią niby tęcza To by rychtyk wypadało, że przyjechały po mnie szepnął Grzela rozglądając się niespokojnie, przybladł i ciężko robił piersiami Ni słowa nie przemówili więcej do siebie, ni jednego słowa, tylko niekiedy krzyżowały się ich spojrzenia jak błyskawice, całkiem już postępłe od własnych żarów i nic o sobie nie wiedzące Gdy zaś Witek wyszedł, wybuchnął gniewiem Dzieuchy już szukały, ktosik je uprzedził Juści, co zaraz rzęsiściej gruchnęła muzyka, bo grajki wiedziały, że z Mateuszem nie przelewki, że płaci, ale i bić gotowy Ale Kuba rozchorzał naprawdę, nie powiadał, co mu jest, choć go się Boryna pytał, ino że chory, a tak jęczał, tak stękał, aż konie rżały, przychodziły do wyrka i obwąchiwały mu twarz, i lizały, a Witek coraz to nosił mu wodę wiaderkiem i ukradkiem prał w potoku jakieś szmaty skrwawione Stary nie spostrzegł tego, bo przypilnowywał, by się Antkowie wynosili Dawajcie siedemdziesiąt dwa franki Mówiąc to, Pitt zgarnął leżące na ławce pieniądze i podzieliwszy je na dwie równe części, jedną oddał blademu człowiekowi, drugą spokojnie schował do kieszeni Odebrał jej cebratkę i stawiając ją krowie powiedział ze śmiechem: Drzyj się, Józia, drzyj, a to szczury prędzej uciekną z chałupy A zrobię, co mi się spodoba warknęła harno i zaczepnie, ale skoro odeszli, przycichła zaraz, bocząc się jeno na brata i pyrchając nosem Ale ty wcale nie umiesz Przynajmniej tak o nich gadano w Technomorze Twarz hrabiego była trupio blada WALDEK (nieprzytomnie) Dorota A może jednak nie sprzedawać Bo przecież DOROTA zwraca się gwałtownie w jego stronę, pochyla nad stołem i zastyga w tym geście, którego nerwowość płynie z nagle obudzonej szczątkowej nadziei WALDEK odwraca się również w jej stronę, wyciąga rękę WALDEK (niemal rozmarzony) Bo przecież, jeśli nie sprzedamy, to zostaniemy tutaj a to przecież, Dorota, znaczy, że Co seniora obchodzi moja rodzina Jeżeli pan stąd nie wyjdzie, będę zmuszony zrzucić go ze schodów To ja postarałam się o to, panie Krogstad Na drugi dzień Cortejo zjawił się na statku Zostaniesz tutaj Nora Proszę mi powiedzieć, co pan chce zrobić z tym rewersem Krogstad Zatrzymać go, mieć w ręku Długa zimowa noc minęła niepostrzeżenie; do kolacji siedli o piątej nad ranem Znajdował się pomiędzy nimi stary Mouque i Chaval Tym razem podniósł głowę Później przyłożył ucho do ściany nasłuchując Zgadzam się, żeby poszedł, ale zabraniam mu robić z siebie przywódcę Dlaczego właśnie on, a nie kto inny? Stefan tłumaczył im z zapałem: Maheu jest najlepszym robotnikiem w kopalni, najbardziej lubianym, najbardziej szanowanym, najrozsądniejszym Kiedy przysiągł jej, że nie, potrząsnęła głową i przypomniała mu ów wieczór, gdy spotkała ich oboje całujących się Udawał, że nie widzi Stefana W końcu to rzecz męża, jeżeli mu to wszystko smakuje Zdarzają się tacy, co gotowi by podetrzeć szefowi tyłek, żeby tylko usłyszeć od niego dziękuję Mimo to wszyscy byli skwaszeni; wzrastała chęć do kłótni Tak, żałowalibyśmy tego powtórzył Stefan z prostotą Poprzysięgli tylko, że ani na krok nie ustąpią od swych słusznych żądań Futrzana czapka rzucała cień na twarz Dbał o swoją żonę i otaczał ją opieką, ale myślał tylko, jakby stłumić w niej wszelką inicjatywę, która mogłaby utrudnić jego codzienne życie Nie mamy ani chwili czasu do stracenia Mój ojciec jest na łące o kilka kroków stąd Niepokoiły go góry, podobne do spiętrzonych i skamieniałych, olbrzymich fal, niepokoiły go czarne otchłanie, otwierające się na krawędziach urwisk, niepokoił go bezmiar pogodnego nieba i rażące światło słońca, niepokoiła go głębia przepaści; rozpacz zawładnęła nim, gdy spojrzał na pustynię, która z racji zwietrzałych i zamienionych w piachy skał przypominała mu skupisko amfiteatrów i pałaców, obróconych w gruzy A przecież wiedziałeś, czego pragnąłem, kiedy nalegałeś, bym znalazł praktyczne zastosowanie dla nauk, do których miałem skłonność Ale nigdy się nie domyśliłem, kto to mógł być, nigdy bowiem nie miałem wrogów poza strażnikami polowymi i żandarmami Dwóch głuchych lub dwóch niewidomych nudzi się ze sobą Wszyscy mnie lubią, choć niektórzy śmieją się z mojej naiwności; większość współczuje mi i darzy mnie szacunkiem Była to dobra partia dla Gilberty, trudno oczekiwać lepszej pod względem majątkowym, poczciwy wieśniak nie mógł bowiem dać córce jakiegokolwiek posagu, choćby wyzuł się ze wszystkiego W końcu ujął ręce Gilberty i Emila w swoją dłoń, nie zdając sobie sprawy, że je z sobą połączył, miał myśl tak dalece pochłoniętą czym innym niż tym, by młodzi mogli się pokochać |
||||||||||
|
|
||||||||||