|
Wciskam się w żywopłot |
||||||||||
|
||||||||||
|
Babciu, wam byłby już czas siąść na pokutę w kruchcie i te paciorki prząść, a nie ogadywać drugich Poczekam, byś siadł wpodle, kuternogo Mam czas, pierwej waju pięknie przedzwonię i łopatą oklepię Nie tykajcie me, bom zła warknęła cicho Na deku stał złotowłosy olbrzym Kopta no, ludzie, kopta popędzała Anna nierada tokowi rozmowy Właśnie je była Hanka przynosiła z ojcowej izby, rozdzielając po talerzach, że każdemu po równo wypadło po kawale kiełbasy, szynki, sera, chleba, jajek i placka słodkiego Ale Jagusia dobrze już znała te samotne schroniska, dobrze wiedziała, kaj go szukać utęsknionymi oczami, kaj się nieść do niego choćby jeno tą myślą radosną krążyła bowiem kole niego kieby ten motyl w kręgu światła i krążyć musiała, parło ją za nim niepowstrzymanie i wlekło tak nieprzeparcie, że się już dała bez pamięci na wolę tej jakiejś lubej mocy, dała się jakby wodom spienionym, co ją ponosiły w jakoweś wyśnione światy szczęśliwości, dała się wszystką duszą i sercem, ani nawet myśląc, na jaki brzeg ją wyniesą ni na jaką dolę Chwilami zdawało się, że gdzieś daleko, za zamarzniętym oceanem, za sunącymi jak widmo śmierci lodowcami, za istniejącymi w wyobraźni śmiertelników lądami wybucha potężny wulkan, walczący z martwotą i okrucieństwem zimy; nieraz ludzie kamienieli z przerażenia spoglądając na kłębiące się, świetlane zjawy, bijące w bezdeń przestrzeni ognistymi mieczami i włóczniami walcząc z wrogiem nieuchwytnym dla zmysłów mieszkańców skuter lodem ziemi I dzisiaj wstał późno, już dobrze po wschodzie, w najlepszą kapotę się przyodział, buty świąteczne kazał se Witkowi sadłem wysmarować i nowe wiechetki ze słomy przyciąć Kuba go wygolił, a on się pasem okręcił, kapelusz nadział i niecierpliwie wyglądał przez okno na ganek, bo tam Hanka iskała chłopaka, a nie chciał się z nią widzieć, aż i dopatrzył, że weszła na chwilę do izby, to się chyłkiem wysunął w opłotki i tyla go już dnia tego widzieli Józka cały dzień popłakiwała i tłukła się po izbie, jak ten ptak zamknięty Antek zaś gorzał w mękach coraz boleśniejszych i sroższych ani jadł, ni spał, ni mógł się zająć czymkolwiek był ogłuszony jeszcze, nieprzytomny zgoła i nie wiedzący, co się z nim dzieje Naraz wstrząsnął się cały i odsunął ździebko Obejrzał się naraz, Mateusza już nie było, a wieś wydała mu się jakaś obca i dziwnie przykra, i strasznie rozwrzeszczana W świetlanym kraju jasnych duchów będzie siedziba twoja, Olafie, bo one przyniosły ci z nieznanej dali iskrę sprawiedliwości Moje pociechy najdroższe Sternau kazał zaprząc do dwojga sań najszybsze konie Lichwiarz, pokątny kauzyperda, jednym słowem, taki człowiek jak ja ma przecież także coś w rodzaju serca Niech pani idzie ze mną do condesy Natychmiast Hrabiance coś się stało, musi być chora Pani Linde Kto to jest ten człowiek, Noro Nora Niejaki pan Krogstad Ostrożność nigdy nie zawadzi Przyjechał raz do mnie, żeby mnie zawieźć do pewnej damy Pani jest wdową Pani Linde Tak WALDEK (niecierpliwi się) No fajnie, Dorota To wy tu się jeszcze pobawcie w zagadki, a ja wracam do roboty Nora Prędzej, prędzej O cóż chodzi 77 Krogstad Wiadomo pani chyba, że dostałem dymisję Wypełniały ją smakowite zapachy Gdy Stefan nie mogąc się oprzeć chęci spojrzenia w tamtą stronę odwrócił się, strop obsuwał się coraz bardziej, miażdżąc ciało, aż wreszcie ziemia wchłonęła je do swego wnętrza Ogołocona z zegara z kukułką i mebli z lakierowanej jedliny, które wypełniały ją, niegdyś, izba wydawała się większa; zielonkawą nagość ścian ożywiały jedynie portrety cesarza i cesarzowej uśmiechających się z oficjalną łaskawością różowymi wargami Robotnicy niszczą wszystko Następnie z rozmaitych stron napłynęło jeszcze kilkaset franków dobrowolnych datków i składek Wyprzedził go telepiący się z zawrotną prędkością stary autobus popularnie zwany ogórkiem Wreszcie Stefan przecisnął się naprzód i rzekł: Nie zamierzamy zrobić panu nic złego Teraz jednak czuł, że jest u kresu, nie wiązała go już nawet z towarzyszami nić sympatii, bał się ich, tej potężnej masy, ślepej i nieujarzmionej, zmiatającej wszystko wbrew regułom i teoriom Operował niedomówieniami, domyślnikami, mówił o dyrektorze Hennebeau, o jego żonie, o siostrzeńcu, małym Négrelu, nie wymieniając jednak nazwisk Uczynił gest rozpaczy i kazał natychmiast opróżnić budynki I poszedł do cieśli Nie tych zatem argumentów możemy użyć Jan skłamał tak zręcznie i z taką pewnością siebie, że margrabia niczego się nie domyślił Zamknięte powieki były sine jak muszle; wokół padały promienie kandelabrów Jest to ćwiczenie szlachetne i pożyteczne dla zdrowia ciągnął dalej margrabia Może dla pana Antoniego? Nie A dlaczego nie miałbym się odważyć? Czy można grzeczniej przemówić do człowieka? I cóż ci na to odpowiedział? Co zrobił? zapytała Gilberta Więc i ja powiem, co myślę, skoro mnie pan doprowadza do ostateczności W tym miejscu Janilla, która nie przestawała chodząc robić na drutach, podniosła głowę Wciskam się w żywopłot |
||||||||||
|
|
||||||||||