|
Nora Być może |
||||||||||
|
||||||||||
|
A skończyło się na tym, 552 że mu obwiązała głowę szmatą skropioną octem, ułożyła go spać w ciemnym pokoju i przegnawszy dzieci na podwórze czuwała nad nim kiej kokosz, póki się dobrze nie wyspał i nie podjadł jak się patrzy Noc już była ciemna, że choć oko wykol, zwyczajnie w pluchy jesienne W izbie już ogień buzował ciepło było i jaśniej niźli na dworze Barzej ją tam ciągnie ksiądz niźli chłopak Młynarz spotkał go na moście i próbował przeciągnąć do swojego byka, obiecywał go nawet dopuścić za darmo, ale chłop wolał naszego Ma rozum, za rubla będzie miał profit na całe życie, przynajmniej krów się dochowa Wpadła do izby, słowa nie mogąc przemówić a jąkając się jeno i czerwieniąc okrutnie, a tak jakoś strapiona, że aż łzy zasiwiły się u jej rzęs długich Pitt zbiegł na dół i wziął od bosmana dużą plikę papierów i rachunków Zaś nazajutrz, w świąteczny poniedziałek, dzień się podnosił jeszcze jaśniejszy, barzej jeno skąpany w rosach i modrawych omgleniach, ale i barzej rozsłoneczniony i jakiś zgoła weselszy Za swoje się żywią, któren zaś nie ma grosza, pacierzem se to jadło doprawia opowiadała urągliwie A wiesz Po chwili wyjrzała z niego okryta czapką głowa DOCENT GOLDFARB Jestem Ja, Karol Goldfarb jestem Żydem Czy ja latam do bożnicy Ja wcale nie latam do żadnej bożnicy, zresztą tu nie ma żadnej bożnicy, żeby do niej latać, no i dobrze, bo niepotrzebna jest nam żadna bożnica Co by to było przy prawdziwej operacji Ale ja muszę być obecny powtórzył Alfonso REMEK Radzę wam sprzedać chałupę WALDEK Jasne Co więc wiesz o nim Po prostu znalazłem hrabiego Manuela Dziś trzeba ściąć najpiękniejsze, tak powiada mój Alimpo Zresztą, nie po to pana tutaj sprowadziłem, żeby mi pan zadawał pytania Kazał mi go uszyć we Włoszech, ale teraz jest cały podarty, tu pękło, tam się urwało Słuchaj, Dorota, to już nie dla mnie Muszę tu wrócić na stałe, jakoś się załapać Nora Być może Teraz nie pocałuje jej już, bo pomyślałaby, że naśladuje tamtego Ja również nie podzielam optymizmu wuja mówił Ty dziwko! krzyknął Dwie kobiety, matka i siostra, stały przytrzymując białe czepki i wypatrywały, one również, jakby mogły dojrzeć, co robi w tej chwili ich mały, oddalony o setki mil Jak to, więc wczoraj przysięgał razem z nimi, a dzisiaj zjechał z towarzyszami do pracy? Kpiny sobie z nich urządza czy co? Bierzcie go! Do szybu, do szybu! Chaval, blady ze strachu, bąkał coś, chciał się tłumaczyć Wąskim korytarzem dął wiatr To nie sekretarz związku przemawiał teraz, lecz przywódca ludzi, którzy podnieśli bunt, apostoł głoszący prawdę Wydawało im się, że są zamknięci dopiero od dwóch dni, gdy tymczasem już trzeci dobiegał końca Jak z kamienia wykuty, czekał na opróżnienie sześciu wózków, które właśnie przyciągnął pl chętni Gilberta jakby tego nie spostrzegła i szybko nakładając kapelusz na wciąż jeszcze rozsypujące się włosy wstała i na pozór od niechcenia: Zobaczymy, czy ojciec się nie obudził powiedziała Wszyscy przyjęli skwapliwie ten nowy dowód zupełnej metamorfozy margrabiego Czy pan z nas kpi? Pan Boisguilbault, wróg nas wszystkich? Po co tak mówić? odparł pan Antoni Szczęście moje ma więc źródło w ich dobroci, w ich tkliwości, ale nie w moich zasługach 210 Usłyszawszy tę odpowiedź pan de Boisguilbault okazał zdumiewającą aktywność: wrócił do Emila, zabrał list, pomacał mu puls, stwierdził, że tętno jest nieco przyspieszone, dosiadł konia i wyjechał ze wsi z równym spokojem, jak do niej wjechał W pojęciu arystokracji i bogatego mieszczaństwa prowincjonalnego byłoby lepiej, gdybym zachował poważne i smutne oblicze, gdybym z dumną miną znosił przytłaczającą mnie niedolę; gdybym pracował w milczeniu, wzdychając ukradkiem, czerwieniąc się, gdym pobierał płacę, ja, który niegdyś miałem najemników na swoje rozkazy; że byłoby lepiej, gdybym w niedzielę nie weselił się z robotnikami, którzy w dzień powszedni pozwalali mi pracować z sobą społem Co chwila groził, że się poradzi Janilli, bez której od dwudziestu lat nie potrafił powziąć żadnej decyzji, i Gilberta drżała, by władcze weto starej przyjaciółki nie stanęło na przeszkodzie zamierzonemu zwrotowi prezentów Pan Antoni, zatopiony w radosnej rozmowie ze swym przyjacielem Janem, zaszył się gdzieś w głąb parku, Janilla zaś, którą zaczynała już nudzić rola damy, zaspokoiła swą potrzebę czynu pomagając Marcinowi w doprowadzeniu wszystkiego do porządku Przez parę chwil mówiono tylko o zdrowiu pacjenta Chodźmy teraz zobaczyć, czy Janilla odnalazła swoją kozę |
||||||||||
|
|
||||||||||