|
Zawołaj Pietrka drzwi pozamykać, bych czego nie porwały |
||||||||||
|
||||||||||
|
A juści, pewnikiem chce zrobić na złość matce, dyć się żrą ze sobą kiej te psy Słuchał cierpliwie jazgotliwych i szlochem przeplatanych powiadań, a nie mogąc z nich wiele wymiarkować, przerwał ostro i jął ją surowo gromić, odsunął nawet podawane jedzenie i wielce rozgniewany po czapkę sięgał Pokrótce ozwała się i sygnaturka na kościele, a nad lipeckimi kominami podnosiły się z wolna modrawe słupy dymów Wyszli przed karczmę, świeciło się w oknach i jakieś głosy wydzierały się aż na drogę ROZDZIAŁ 10 Jagusia zaraz na wstępie pomiarkowała, że na wsi dzieje się cosik ważnego, psy jakoś zajadlej naszczekiwały w obejściach, dzieci kryły się po sadach wyzierając jeno zza drzew i płotów, ludzie już ściągali z pól, chociaż słońce było jeszcze wysoko, gdzieś znów zbierały się rajcujące cicho kobiety, a na wszystkich twarzach widniał srogi niepokój i wszystkie oczy pełne były lęku i oczekiwań Dzień był posępny jak to patrzenie chorego, co ledwie oczy ozewrze i coś niecoś rozpozna, i znowu pada w mrok chorobny, bowiem ledwie przedzwonili południe, zmroczało nagle, podniósł się głuchy wiatr i bił wraz z deszczem w poczerniałe chałupy Podniósł się, zdjął kożuch, zabrał łopatę i wyszedł przed dom Wójt zatrząsł dzwonkiem i rzekł uroczyście: Zaczynamy, ludzie kochane Cicho tam, Modliczaki Pan sekretarz przeczyta niby o tej szkole A słuchajta pilnie, bych każden wyrozumiał, o co idzie Pisarz założył okulary i zaczął czytać z wolna i wyraźnie Rozpoczął się połów śledzi i sztokfiszów Zawołaj Pietrka drzwi pozamykać, bych czego nie porwały Tylko odsłoń swoją tajemnicę Usiądź, drogi Torwaldzie, akompaniuj mi, poprawiaj i dawaj wskazówki Pan rozumie to pismo zapytał notariusz Nie ma na to żadnej rady Herman wszedł za parawan Ach, już wróciłeś Helmer Tak Czy wie pan, kto to taki To krewny Gabrillona Condeso, proszę wstać prosiła Elvira Nora To nie widziałyśmy się już od tak dawna Ach, tak, prawda W ciągu ostatnich ośmiu lat zaznałam tyle szczęścia (pauza) Ale przecież to jest czysta formalność (pauza) Ważniejsza jest umowa notarialna, prawda (pauza) No właśnie, załatwimy przy okazji Do widzenia (odkłada słuchawkę; do DOROTY) Nie wiedziałem, że będzie jakaś pieprzona wizja lokalna DOROTA Czy ty, biedny głupku, naprawdę wierzysz w skarby Grossmanowej Ona po prostu kupuje mieszkanie Przede wszystkim kazali odprawić Belgów nadając wielki rozgłos temu jak najdalej idącemu ustępstwu na rzecz robotników To Chaval ich sprowadził, jeżeli chcesz wiedzieć Stefan zdumiony i zawstydzony jąkał słowa podziękowania Już przy drugim wózku oblani byli potem, a kości trzeszczały im od nowa W domu panowała kompletna cisza, zamknięte okna zmatowiały od pary, wszystko tchnęło tu pogodnym dobrobytem, nasuwało myśl o patriarchalnych obyczajach, wygodnych łóżkach, dobrym stole, o całym tym rozsądnym szczęściu, w jakim upływało życie właścicieli Maheu, Levaque i wszyscy inni zapominając o sklepie zwrócili oczy na kamień, z którego spływała czerwona strużka Nadzwyczajny on nie jest, ale zawsze jakoś się tam pali Co się tyczy czynszu, to płacimy sześć franków miesięcznie Młody człowiek zgodził się od razu, rad, że będzie mógł przenieść się do osiedla i dzięki temu bardziej zbliżyć z kolegami Zawsze znajdą się spryciarze, co wam obiecują Bóg wie co i opowiadają, że wystarczy tylko wyciągnąć rękę Człowiek tak sobie tym głowę nabije, tak ma już dosyć własnej nędzy, że chciałby tego, czego nie ma Wokół szybu krążyli bez przerwy jacyś ludzie, ciągnęli za sznury sygnalizacyjne, naciskali drągi dźwigni, przemoczeni rozpryskującym się pyłem wodnym Stanął pod ścianą, chcąc zasłonić coś togą i szeroko rozstawionymi łokciami; ale górna krawędź drzwi znalazła się ponad jego głową Pan nie przyszedł, ona zaś powiedziała mi wszystko Nie bierz tak na serio mojej niechęci Przemysłowiec miał minę raczej tryumfującą niż radosną Niewolnicy w sandałach z filcu, czujni jak psy, krążyli roznosząc półmiski Bądźcie spokojni rzekł Emil Widzi pan, panie Cardonnet, nie trzeba, by zarzucano, że to są szaleństwa, próżne mrzonki, gorączka deklamatorska lub mistyczna ekstaza A czy wrażenie to było niekorzystne, panie margrabio? Wręcz przeciwnie odrzekł pan de Boisguilbault swym pozbawionym wyrazu głosem, z którego nigdy nie można było wywnioskować znaczenia jego odpowiedzi Ja zaś powiedział Emil napiszę słówko do mojej matki, choćby ołówkiem, żeby się nie niepokoiła moją nieobecnością; znajdzie się chyba chłopiec, który pójdzie z listem? Wysłać tak daleko któregoś z tych małych dzikusów? Nie będzie to łatwa sprawa Wieże, z ocalałą już tylko jedną ścianą, przypominające ostre cyple skał, górują nad szczytami stożkowatych pagórków, a dokoła nich zawodzą złowrogo i nieustannie całe chmary drapieżnych ptaków |
||||||||||
|
|
||||||||||