|
Ty także! szepnął z bólem, Tamten pobladł, wargi mu drżały; geste... |
||||||||||
|
||||||||||
|
Juści, rzecz była wielka dla wszystkich i tak groźna, że cala wieś przycichła z nagła, jak kieby piorun uderzył, chodzili lękliwie, na palcach, gadali szeptem ważąc każde słowo, rozglądając się trwożnie i nasłuchując czająco, nikto nie krzyczał, nikto nie lamentował i nikto pomstą nie trząchał, bo każden czuł w tej minucie, że to nie przelewki, a sprawa taka, na którą babie piski nie poredzą, a ino mądre pomyślenie i to społeczne postanowienie Hej zwiesna ci to szła, jakoby ta jasna pani w słonecznym obleczeniu, z jutrzenkową i młodą gębusią, z warkoczami modrych wód, od słońca płynęła, nad ziemiami się niesła w one kwietniowe poranki, a z rozpostartych rąk świętych puszczała skowronki, by głosiły wesele, a za nią ciągnęły żurawiane klucze z klangorem radosnym, a sznury dzikich gęsi przepływały przez blade niebo, że boćki ważyły się nad łęgami, a jaskółki świegotały przy chatach i wszystek ród skrzydlaty nadciągał ze śpiewaniem, a kędy tknęła ziemię słoneczna szata, tam podnosiły się drżące trawy, nabrzmiewały lepkie pęki, chlustały zielone pędy i szeleściły listeczki nieśmiałe, i wstawało nowe, bujne, potężne życie, a zwiesna już szła całym światem, od wschodu do zachodu, jako ta wielmożna Boża wysłanniczka, łaski i miłosierdzie czyniąca Hej zwiesna ci to ogarniała przyziemne, pokrzywione chaty, zaglądała pod strzechy miłosiernymi oczyma, budząc struchlałe, omroczone role serc człowiekowych, że dźwigały się z utrapień i ciemnic, poczynając wiarę na lepszą dolę, na obfitsze zbiory i na tę wytęsknionej szczęśliwości godzinę Ziemia się rozdzwaniała życiem kieby ten dzwon umarły, gdy mu nowe serce uwieszą, serce ze słońca uczynione, że bije górnie, dzwoni, huczy radośnie, budzi struchlałe i śpiewa takie rzeczy i sprawy, takie cuda i moce, aże serca biją do wtóru weselnego, aże same łzy leją się z oczu, aże dusza człowiekowa zmartwychwstaje w nieśmiertelnych mocach i klęczący ze szczęścia ogarnia sobą oną ziemię, ów świat cały, każdą grudkę napęczniałą, każde drzewo, każden kamień i chmurę każdą, wszystko ano, co uwidzi i co poczuje Tak ci to i czuła Agata kusztykając z wolna i żrąc spragnionymi oczyma tę ziemię kochaną, tę ziemię świętą, że szła jak pijana Elza Tornwalsen marzy o takim życiu, jakiego nie można nabyć za pieniądze całego świata Ona tęskni do pięknego, jasnego i kulturalnego bytu Już i tak drogie na zarazę latem wyginęły, a i do Prus kupują Cóż kiej Jagna nie mogła się upokorzyć, za nic nie mogła, a naprzeciw, bunt się w niej podnosił i złość ją podrywała coraz częściej A on tam chudziaczek schnął w kreminale i Bożego zmiłowania wyglądał Zmęczę się, lecz dojdę Dawno się już babie należała porządna frycówka Prawda, moiściewy, prawda ale co niewola, to niewola Bo w poczciwości chowane i w posłuszeństwie Przepraszam, grandmaman, bardzo mi się spieszy W jego mózgu zachował się jednak niby na kliszy portret człowieka, który był z nim w pokoju, nim szaleństwo całkowicie opanowało jego umysł Nora I ostryg Rank Pewnie i ostryg Nora No i burgunda, i szampana I to oni kupili całą naszą kamienicę od frontu Wiosną tego roku stanął na wiecu w obronie studentów i Dziadów Brnął więc dalej: Mówię o sobie, rozumiesz Więc uważasz, że zostałeś porwany Zostałem porwany i kogo innego na moje miejsce podrzucono Po chwili człowieczek wziął do ręki arkusz papieru i pióro Niech więc mi to pan dokładnie wyłoży Rozbójnik otworzył go i od razu zauważył, że nie ma żadnego związku z porucznikiem Pani Linde Nie wiem, jak panu dziękować Rozległ się łoskot, Chaval upadł na plecy ciężko jak worek gipsu Szli dygocząc i w milczeniu przyjmując obelgi, przygotowani na ciosy, szczęśliwi, gdy znaleźli się już poza terenem kopalni i mogli umknąć Jest tylko bieda, och, i jaka bieda, i parę kul na dodatek! Stefan słuchał tych skarg, a każda łza budziła w nim wyrzuty sumienia Wróciła na środek izby i spoglądała na niego teraz, a wreszcie wykrzyknęła mówiąc mu ty w porywie wściekłości: A ty też uważasz, że powinniśmy wrócić do pracy po tym wszystkim, do czegoś nas wciągnął? Nie powiem ci złego słowa, ale jakbym była na twoim miejscu, to dawno już umarłabym ze zmartwienia, żem tyle złego zrobiła towarzyszom O tej samej godzinie Stefana, który nie spał, zaniepokoił lekki szmer; w izbie panowała nieprzenikniona noc Każcie im zamilknąć! powtórzył Négrel z pasją I to mówią, że naprawili! Klatka pokonała jednak przeszkodę Wówczas Stefan zawrócił i powiedział: Co mi jest nie w smak, to tchórze, którzy z założonymi rękami przyglądają się, jak my narażamy życie Piotrek zrobił krok w stronę drzwi wyjściowych, zatrzymał go jednak dźwięk tłuczonego szkła Ty także! szepnął z bólem, Tamten pobladł, wargi mu drżały; gestem poprosił o wybaczenie, mówiąc: Cóż chcesz? Mam żonę Nic się nie bój Był ktoś, kto kochał Gilbertę prawie tak mocno jak Emil, choć zupełnie odmienną miłością: Jan Zdawało się, że musiał istnieć co do tego jakiś zakaz i że jedynie najstarszy wśród nich wiekiem nie razi swoją osobą oczu pana Wiem, że współczujesz nieszczęśliwym i myślisz tylko, jakby im dopomóc, że nikim nie pogardzasz, wiem, że bolą cię cierpienia innych, wiem wreszcie, że chciałbyś oddać wszystko, co posiadasz, nawet własną krew, by ulżyć biednym i opuszczonym Spostrzegłam cię i poznałam, kiedyś skręcał w tę stronę, i oddaliłam się po cichu, zostawiając ojca zajętego rozmową z kosiarzami Widzisz, Emilu, oto twoja żona ubrana już do ślubu rzekł pan Cardonnet, który w lot odgadł powody nierozwagi syna Bogactwo, które potrafił utrzymać, budziło w panu Cardonnet silniejszą niechęć niż nazwisko de Châteaubrun; i jeśli pogardzał hrabią, nienawidził na swój sposób margrabiego Ty zostań tutaj i wyrusz w drogę dopiero wtedy, gdy my już będziemy daleko Idźże już! Aha, wiatr się odwrócił pomyślał cieśla Jest trochę stolarzem, a nawet meblarzem, czy ja wiem zresztą? Ma zręczność w ręku, ale kiedy odda się swoim mrzonkom, opuszcza się, bywa roztargniony i niezdolny do poważnej pracy |
||||||||||
|
|
||||||||||