|
Nasza rzeka także pokazała, co potrafi, wylała przedwczoraj; na szc... |
||||||||||
|
||||||||||
|
ROZDZIAŁ 13 Na zwiesnę się miało ciągiem nieprzerwanym szły już te rozkisłe dnie marcowe, że czas się ano uczynił zgoła psi, rozmiękły, zimny i przemglony co dnia padały deszcze ze śniegiem, co dnia szły takie wycinki a flagi, iż na świat wyjrzeć było nie sposób co dnia brudne, skołtunione ciemnice tłukły się po polach i tak przyduszały wszelką światłość, że posępne, ciężkie zmierzchy wisiały nad ziemią od świtu do nocy, zaś niekiedy, jeśli z burych topieli wyjrzało słońce, to ledwie na to Zdrowaś, że nim dusza pocieszyła się jasnością i kości poczuły ciepło już nowe mroki się roztrzęsały nad światem, nowe wichry zawodziły, nowe pluchy i flagi szły, aż dzień się niejeden widział jako ten psiak utytłany, błotem ociekły i z zimna skamlący: Matyjasiło się to narodowi, że i nie wypowiedzieć, tym się, jeno każden krzepił a pocieszał, bych jeszcze jaką niedzielę wstrzymać abo i dwie, i zwiesna całkiem przemoże i za wszystko zapłaci, ale tymczasowie flażyło cięgiem nie do wytrzymania, przeciekało przez dachy, kajś niekaj zacinało przez ściany i okna, lało ze wszystkich stron, że już nie można było sobie dać rady z wodą, waliła bowiem z pól, pełno jej było po rowach, a drogi lśniły się kiej te potoki bystre, zatapiała opłotki i stała grząskimi sadzawkami w obejściach, a że zaś śnieg co dnia barzej topniał i szły ciągłe deszcze, ziemia prędko odmarzała i puszczały lody, 243 to już miejscami, po stronie przypołudniowej, czyniło się takie błocko, iż musieli kłaść przed chałupami deski albo mościć przejścia słomą Długo deliberowali w głębokiej cichości Stracił na Jagusię, wiadomo Juści, co przydałby się jakiś grosz na żniwo, ale cóż, młynarza przeciech o pomoc prosił nie będę A jak me zasądzą na Syberię, to co myślał frasobliwie, wchodząc do izby A to człowiek żyje cięgiem jak ten samson, że nawet do sąsiadów pójść nie pójdzie i pogadaniem serca nie ucieszy Przepijcie, wójcie Powiedają i to: Chrzest przyjmuj wodą, ślub polewaj wódką, a śmierć płakaniem O złym się powiadało, to może się i wywołał i wypatruje, kogo by wziąć Jezus Maria Wyjrzyjcie no, chłopaki, tam nie ma nikogo, psy pewnie baraszkują po śniegu Święta prawda Ona wszystkiemu winowata, ona zalamentowała rozpacznie Chodźmy, senior Juan zwrócił się do Alimpa DOROTA (głośno) Przynajmniej taki z tej całej afery pożytek Podaje mu papierośnicę (robi kilka kroków w stronę drzwi Jak u nas miło i przytulnie Tu nic ci nie grozi, będę cię strzegł jak spłoszonej gołąbki, którą wyratowałem ze szponów jastrzębia, twoje biedne serduszko znajdzie u mnie opiekę i spokój Za godzinę ten ktoś przybędzie do Barcelony Widziała go pani tutaj na pewno No, to posłuchajcie Nora patrzy na niego przez długą chwilę Fe, jak panu nie wstyd (uderza go lekko pończochą po uchu Ma pan za to Rank Może być pani spokojna Za pasem obok długiego noża tkwiły dwa wielkie rewolwery, a o kolana oparł strzelbę starego typu Gospodarze odzyskali dawny dobrotliwy spokój, znajdowali wytłumaczenie dla tych poczciwych górników, w myślach widzieli ich już w głębiach kopalń dających dobry przykład wiekowej uległości Praca w kopalni nie ustawała nigdy, we dnie i w nocy robaki ludzkie drążyły skałę sześćset metrów pod polami buraczanymi Powtarzam wam, że oni kpią sobie z ludzi! krzyczał inżynier Katarzyna i Janek wstali od stołu i pili kawę Rodziny trącały się niejako łokciami i żaden szczegół osobistego życia sąsiadów nie pozostawał w ukryciu, nawet dla dzieci Wreszcie ukazał się pan Hennebeau, zapięty na ostatni guzik, z wstążeczką orderu w butonierce Lecz Suwarin zbladł, jego zmieniona twarz stała się przerażająca w nagłym porywie religijnego gniewu, który niósł ze sobą zagładę I nie ona jedna Idę! powiedział Chaval zamknąwszy narzędzia w skrzyni W ogarniającym ją zamęcie przypomniały jej się historie opowiadane przez dziadka Bonnemort: w czasach, kiedy nie było jeszcze windy, dziesięcioletnie dziewczynki wynosiły węgiel na powierzchnię po drabinach 214 XIX POJEDNANIE Gilberta nie rozumiała wcale, co ją spotkało, nie miała pojęcia, co znaczy fortuna wartości czterech milionów; tak ciężkie brzemię w jej skromnym i szczęśliwym życiu napełniało ją raczej lękiem niż radością, czuła jednak, że powraca możliwość małżeństwa z Emilem, i nie mogąc wymówić ani słowa, ściskała konwulsyjnie rękę pana de Boisguilbault w swoich dłoniach I zaraz dodał: Niechże pan osłodzi kawę Naucz mnie prząść, robić na drutach, szyć, tak abym mogła pomóc ci w sporządzaniu odzieży dla mego ojca Skoro tylko niezmordowany monolog zaczynał zaciekawiać nieco znużonego słuchacza, poczciwa kobiecina wyszła z pokoju, tak jak to już niejednokrotnie przedtem czyniła nie usiadła bowiem ani na chwilę i nie przestając prawić nakryła stół grubym białym obrusem, rozstawiła talerze, szklanki, położyła noże, zamiotła na nowo palenisko, wytarła krzesła i chyba z dziesięć razy podsyciła ogień, nawiązując przy tym nieustannie wątek solowej piosenki w tym samym miejscu, gdzie go przerwała Ja nie mam nic lepszego do roboty, mieszkam zaś tak blisko, że nie widzę w tym wielkiej zasługi, jeśli pielęgnuję chorych w naszej parafii Co to za człowiek ojciec pana? zapytał pan de Boisguilbault z naiwnym zainteresowaniem, które sprawiało, że to pytanie, które mogło na pozór wydać się obraźliwe, nie było nim w istocie Nie wypuszcza się dzikich bestii zza kraty powiedział tetrarcha Emil, choć równie upojony, nie mógł 156 całkowicie zapomnieć, jak ciężkie czekają go zadania, gdy zechce pogodzić kult swojej miłości z synowskim posłuszeństwem Tak być musi; ojciec mój i Janilla byli przy tym, kiedy nadszedł list twego ojca W naiwności swej wybuchnęła tylko śmiechem, on zaś na samą myśl o uścisku, który nie był dla niego przeznaczony, ale który niemal stał się jego udziałem, stracił całkiem głowę Nasza rzeka także pokazała, co potrafi, wylała przedwczoraj; na szczęście siano nadbrzeżne było już sprzątnięte, i to dzięki radom Jana, który nas ostrzegł, byśmy go zbyt długo nie suszyli |
||||||||||
|
|
||||||||||