|
Nie obawiam się tego wszakże, wiem, że cierpi, i ja także cierpię, a... |
||||||||||
|
||||||||||
|
Przykazała, bych ją w te skarby przystroili jutro, zaraz od samego rana I dopiero nazajutrz rano rzekł: Żeby Jagata była całkiem bez grosza, przyjąłbym, trudno, dopust Boży, ale tak, powiedzą, co la tych paru złotych dobrość świarczymy Rzucili się na Borynową stronę, Jagusi już nie było, stary ino leżał twarzą do izby, w komorze zaś, zawdy mrocznej, widno było, światło buchało dziurą, że łacno dojrzeli, jako wszystko było pomieszane kiej groch z kapustą, zboże powysypywane zalegało ziemię razem ze szmatami, pościąganymi z drągów nawet motki przędzy i wełna leżały potargane i zwichlone Pomoglibyście, tyle roboty powiedziała jej w sieniach Józka Cóż to za tajemnica, kapitanie zaśmiał się Roboty były skończone, wzburzeni robotnicy siedzieli w swych szałasach, omawiając wypadki i dzieląc się domysłami Czemu A kto to skamlał jak ten pies Nie ja was molestowałam, byście ją wzieni, nie ja wam ją podtykałam ni ona sama Mogła se iść za każdego drugiego i z tych najpierwszych we wsi, tylu ich było Było, jeno nie do żeniaczki Ażeby wam ozór wykręciło za to pieskie szczekanie Prawda was sparzyła kiej pokrzywa, żeście się tak ciepnęli Cygaństwo paskudne to, nie prawda Cygaństwo Naciągnął pierzynę na piersi, odwrócił się do ściany i ani już słowem się ozwał na jej dowodzenia gorące, dopiero gdy w płacz uderzyła, szepnął złośliwie: Jak baba kijanką nie poredzi, to myśli płaczem co wskórać Dobrze wiedział, co powiedział, dobrze Teraz ano, kiej się z łóżka podnieść nie mógł, przychodziło mu do głowy, co to o niej powiadano przódzi, rozważał to sobie, układał, do kupy ściągał, deliberował i taka złość go przejmowała, taka zazdrość gryzła, że nie mógł wyleżeć, rzucał się na łóżku, Czy się gdzieś pali Jednak dymu nikt spostrzec nie mógł, a tymczasem za lasem i za grzbietem górskim drgała, podnosząc się coraz wyżej i wyżej, łuna rozświetlająca całą okolicę i ogarniająca namiot czarnego nieba Bosman wyprawił ludzi do czeladni i zakrzątnął się wraz z TunLee koło posiłku i napoju dla zmienionej warugi Krogstad półgłosem Kiedy utraciłem panią, miałem uczucie, że grunt zapada mi się pod nogami Włożywszy go do kieszeni, wrócił na swój posterunek Sądzę nawet, że Herman sam ma jakieś zamiary wobec pani, w każdym razie w bardzo nieobojętny sposób słucha miłosnych westchnień swego przyjaciela Toś ty oszalał, mój drogi zawołała EWA A ja, widzisz, miałam bardzo nadzwyczajne życie DOROTA (nieco ironicznie) Zapewne w Nowym Yorku to nie sztuka EWA (w trakcie snucia swoich opowieści EWA stopniowo zmienia ton, staje się cieplejsza) O nie, nie, naprawdę ciekawe życie było tylko tutaj W tym kraju, w tym mieście, nawet w tym mieszkaniu (zamyśla się) 29 Scena 6 Kolejna scena retrospektywna Dla podtrzymania tradycji Nie mogłam Krogstad W takim razie lepiej było dla pani zrezygnować z podróży Krogstad Czekam na panią na ulicy Herman otworzył je, dostrzegł wąskie kręcone schody, które prowadziły do pokoju ubogiej wychowanicy Nora W takim razie mamy bardzo złe ustawy Zachować spokój to było hasło dnia podawane z ust do ust escapemag Miasto o tej porze było puste i bardzo ciche; jeżeli już zdarzyło się, że ciszę tę zepsuł choćby ryczący samochód to robił to w taki sposób, że zdawało się to wydarzeniem na miarę całej galaktyki I po co tyle słów burknął w pewnej chwili Maheu Jak to, więc i pieniądze ma także? Nie, nie odparł Starzec nie poruszył się, nie zmrużył oczu, na które padł od drzwi snop światła, zidiociały, zdawał się nie dostrzegać nikogo Też pomysł! Kobiety mają za długie języki! Śmiał się dalej, pełen bezmiernej wzgardy dla Lidki i Béberta Na widok Stefana Katarzyna pobladła wstrząśnięta, a Chaval ujrzawszy go wybuchnął złym śmiechem Lecz cóż miał robić? Musiał żyć, nie wypełnił jeszcze swojego zadania No to ruszajże się prędzej! Jakbyś wczoraj mniej tańcowała przy niedzieli, zbudziłabyś nas dzisiaj wcześniej A to próżniacze życie! Burczał coś jeszcze pod nosem, ale sen zmorzył go na nowo i słowa przeszły w chrapanie Czyż nie jestem twoim ojcem, twoim najlepszym przyjacielem? Czyż nie powinienem powiedzieć ci słów prawdy, kiedy się łudzisz, i sprowadzić cię na właściwą drogę, kiedy błądzisz? Co tam, precz z wszelką próżnością między nami! Wyżej cenię twój rozum, niż ty sam go cenisz, skoro nie chcę, byś go psuł złym pokarmem Rada, którą mu dała Gilberta: by rzadziej u nich bywał i poczekał, aż czas nad tym przejdzie, była najrozsądniejsza i nawet gdyby dziewczyna była wytrawną dyplomatką, nie mogłaby chyba lepiej postąpić tym razem Śmiałeś się ze mnie wówczas, śmiejesz się i dziś, kazałeś mi porzucić gwiazdy i skupić uwagę na młynach A jeśli sądzi pani, że kilkoma słowami zimnego rozsądku można stłumić poważne uczucie, jest pani sama dzieckiem, Gilberto, i nie ma pani dla mnie w głębi serca ani krzty uczucia Przepraszam, że tak długo cię tej przyjemności pozbawiałem! X DOBRY UCZYNEK Z tego, co mówi pan Antoni zaczęła Janilla zdawałoby się, że byliśmy całkowicie pozbawieni środków do życia; tymczasem jeśli nawet tak było, nie trwało to długo Staroświecki strój margrabiego podkreślał jeszcze jego wygląd upiora Rodzice będą ze mnie na przyszłość zadowoleni powiedział Emil patrząc na Gilbertę ojciec już mi darował czas stracony Ale czy byłby pan ją wówczas przyjął? Z całą pewnością rzekł pan de Boisguilbault zawsze tym samym oziębłym tonem, ale z westchnieniem, które trafiło do serca Emila Do diabła, tam są chorzy, podobno dwoje dzieci leży na tyfus! Wszystko jedno, to poczciwa kobieta, a zresztą wiem, że pan u wszystkich swoich dzierżawców może być pewny dobrego przyjęcia Nie obawiam się tego wszakże, wiem, że cierpi, i ja także cierpię, ale będę godna jego miłości, tak jak on godzien jest pańskiego przywiązania |
||||||||||
|
|
||||||||||