|
Wejdź |
||||||||||
|
||||||||||
|
A za nimi dopiero szła Dominikowa ze swatami, kowalowie, Józia, młynarzowie, organiścina i co przedniejsi Leżał wznak, z rękami pod głową, tak blisko przy niej, a tak daleko sercem, daleko myślami leżał nieruchomy, bez oddechu prawie, bez pamięci, bo Jagusine oczy znowu wyjrzały z ciemności i modrzyły się w księżycowej poświacie A Hanka przysunęła się bliżej jeszcze, przywarła gorącą twarzą do jego ramienia, przywarła sercem całym Nie, już w niej nie było podejrzeń żadnych ni żalów, ni goryczy, a ino tym miłowaniem serdecznym, tą lubością duszną, pełną dufności i oddania się, cisnęła się do jego serca Tymczasem po śliskich stopniach weszli do dużej, ciemnej, głęboko opuszczonej w ziemię hali Wielkiej Wschodniej Tawerny, jak głosił odrapany szyld, wiszący nad niskimi drzwiami zakładu Sidi Kalema Głupie Mało co, a byłbym którą chycił la Pietrusia Wrony wylazły z lasu, maszerowały koleinami wydziobując, co się dało, ale poczuwszy człowieka, jęły ostrożnie, z przekrzywionymi łbami zazierać w niego i obchodzić, podskakując coraz bliżej, a stopercząc obmierzłe, zbójeckie dzioby On też dokona zamachu z kambuzy, dokąd przeciągnął lont pod pokładem Skradając się jak najciszej, Pitt zajrzał do kambuzy Jasiu, weź szalik, bo chłodno zawołała do syna Wróci ścierwa pójdę pod bróg, zaczekam wyjdziesz, Jaguś Bojam się Przyjdź, choćby godzinę abo i dwie, a czekał będę, przyjdź błagał Nacierzpiała się ona, nacierzpiała Mało tego bowiem, że o bele co krzyczał i słowa dobrego nie powiedział, ale prosto tak wszystko robił, jakby nie ona była gospodynią, bo ino Józce rozporządzał, co się ma robić, z Józką o różnych rzeczach prawił, których i dziewczyna nie wyrozumiała, i Józce o wszystkim kazał mieć baczenie A Jagny jakby nie było, przędła dnie całe, chodziła kiej błędna albo do matki uciekała na wyżalenie i skargi, nie poradziła na to stara, bo jej rzekł ostro: Była panią, robiła, co chciała, nic jej nie brakowało, a nie umiała tego poszanować, to niech popróbuje czego innego A to wam zapowiadam, powiedzcie jej, że póki kulasami rucham, bronił swojego dobra będę i nie dopuszczę, żeby się prześmiewano ze mnie kiej z kukły jakiej, zapamiętajcie to sobie Nie sposób Kto ma czujną duszę, ten sam dosłyszy wołanie cierpiących, nie potrza mu o tym z ambony krzykiwać Moiściewy, dobrze one wiedzą, co się z narodem biednym dzieje, boć tą biedą ludzką się ano pasą i na niej tłuścieją Młynarzowi to żniwo teraz, chociaż do przednówka daleko, procesjami ludzie ciągną po mąkę i kaszę za ostatni grosz, na bórg, za odrobek albo dobry precent, a choćby pierzynę Żydowi sprzedać, a jeść trza kupić Prawda, darmo nikto nie da Przypomniała sobie własne, niedawne nędze i westchnęła ciężko ,,Oszalał pomyślał Narumow Zastał tam również hrabiego Alfonsa Nora nuci z zadowoloną miną Gdybyś wiedział, Torwaldzie, ile my, skowronki i wiewiórki, mamy wydatków Helmer Dziwne z ciebie stworzenie Przywitała ją małżonka gospodarza i zaprosiła do najokazalszego pokoju Upłynęło ponad pół godziny, gdy usłyszał brzęk ostróg Helmer Noro Czy zawsze będę dla ciebie obcy Nora bierze walizeczkę Ach, Torwaldzie, chyba że stałby się cud nad cudami EWA To już sukces A na Amerykę widać okazał się za słaby DOROTA A skąd miałby brać siłę taki sobie mały facecik stąd, którego zawsze zmuszano do ustępstw już od pieprzonej enerdowskiej spacerówki, i zasyfiałej szkoły, gdzie zawsze były zatkane kible, aż do jakiejś głupiej pracy i wiecznego czekania na lepsze czasy EWA (rozgląda się po mieszkaniu, zmienia temat tonem swobodnej towarzyskiej konwersacji) Ale przynajmniej macie państwo całkiem wygodny ten kąt do czekania Czy widzi pan, sędzio, że sandały tego Cygana są oblepione gliną Rzeczywiście I że noga jego dokładnie odpowiada śladom I to prawda stwierdził sędzia a może zechciałaby pani użyć swoich wpływów w mojej sprawie Nora Co Jak pan to rozumie Krogstad Proszę postarać się o to, bym nie stracił posady w banku Nora Chciałabym raz krzyknąć mocno, na całe gardło: Psiakrew, do stu tysięcy diabłów Iść do chłopa, jak się ma szesnaście lat i rodzinę w potrzebie? Tylko wyrodna córka zrobić może coś podobnego Przyparci do ściany, stojąc, patrzyli, jak wznosi się wciąż i wciąż Więc to coś poważnego, że masz taką minę? Słuchaj, zostaniemy z tobą Woda sięgała im już do pasa Liny i kotły zostały nietknięte, a fala ludzka oddaliła się szybko ku sąsiedniej kopalni I znów dnie zaczęły płynąć tak jak dawniej: zawsze ten sam brak chleba i głód, nie dość jednak silny, aby zabić; odpadki zbierane tu i ówdzie oddawały nędzarzom tę wątpliwą przysługę, że utrzymywały ich przy życiu W konstrukcji budynków widoczne było nawet pewne staranie o elegancję: sortownia miała ozdobny daszek, na jednej z wież wmontowano zegar; bala, w której znajdowała się maszyna wyciągowa, i cechownia mieściły się pod dachem zaokrąglonym jak sklepienie renesansowej kaplicy, a komin opasywała mozaikowa spirala z czerwonych i czarnych cegieł Głowy zebranych zafalowały; kilka osób krzyknęło: Tak, tak, racja! Pluchart mówił dalej Z pobliskiej szkoły, mimo zamkniętych z powodu zimna okien, dolatywały głosy dzieci sylabizujących z trudem Wejdź Jeśli cenię cię tak wysoko, iż mówię ci szczerze, bez fałszywego wstydu, że cię kocham, to dlatego, że wiem, jak wielkie masz serce i umysł Lżej znoszę moje troski, gdy o tym pomyślę, ale na to, by o tym myśleć i sycić się pewnością, że majątek mój będzie kiedyś warsztatem wolnej pracy licznych i rozumnych ludzi, nie powinienem oglądać go w stanie, w jakim jest obecnie, widok ten bowiem mrozi mnie i zasmuca, toteż oszczędzam go sobie, jak mogę Po sumowaniu cyfr przez dwanaście godzin nie był już zdolny do żadnego wysiłku myślowego poza łapaniem kiełbi Panie margrabio rzekł cieśla z wylaniem nie trzeba tak mówić, to niesprawiedliwe! Ma pan wady, to prawda, kaprysy, jest pan zbyt gwałtowny, ale w gruncie rzeczy wie pan przecie, że każdy pana szanuje, bo ma pan serce prawe, kocha pan to, co dobre, i nigdy nie był pan przyczyną niczyjego nieszczęścia; a poza tym miewa pan szlachetne myśli nie wszystkie mógł pan zaczerpnąć z książek, one bogatym nieczęsto przychodzą do głowy, a mogłyby świat uszczęśliwić, gdyby świat się nimi rządził jak pan Pan de Châteaubrun nie utrzymuje z nim żadnych stosunków, choć są tak bliskimi sąsiadami? To bardzo dziwne powiedziała Gilberta zniżając głos i zwierzając się z całą naiwnością mogę jednak o tym z panem pomówić, panie Emilu, gdyż zdaje mi się, że pan pomoże mi do wyjaśnienia tej tajemnicy Nie może pan sądzić o tych sprawach, Emilu rzekł pan de Boisguilbault z pewnym zakłopotaniem Nikt nie ma się przede mną na baczności Zresztą, widziana z tak bliska, Gilberta z trudem mogła kogokolwiek oszukać Wtedy Jasim nacisnął drzwi obiema rękami Wtedy Jasim nacisnął drzwi obiema rękami |
||||||||||
|
|
||||||||||