|
Nie i nie |
||||||||||
|
||||||||||
|
Były to Góry Byrranga, prawie nagie, tylko w wąskich dolinach pomiędzy szczytami przechowujące na śnieżnej płaszczyźnie czarne Boryna leżał zapatrzony w lampkę, dymiącą nad kominem Juści, że tak było, wysoki, prosty, śmigły w pasie cienki, w barach rozrosły, gibki a twarz miał długawą, suchą, nos kiej ten dziób jastrzębi, jeno nie tak garbaty, oczy wielkie, siwozielone, a te brwie, to jakby krychę pociągnął przez całe czoło, od skroni prawie szły do skroni, że kiedy je w gniewie ściągnął, to aż straszno było patrzeć, a czoło miał wyniosłe, ino na pół przysłonięte równo obciętymi, ciemnymi, prawie czarnymi włosami i wąsy golił do cna jak wszyscy, że mu ino te białe zęby grały w czerwonych wargach jako sznur paciorków rodny był całkiem, że nigdy dość napatrzeć się nie mogła na niego Był i ten z Woli, ale nie usiedział w miejscu, a jeno cięgiem się kręcił po smętarzu i co dojrzał znajomego Lipczaka, przystawał do niego i przyjacielsko zagadywał, że nawet Hankę zobaczył i zaraz się do niej przecisnął Na długo zawitał sidi do naszego portu Tym razem niedługo będę tu stal pod dryfem rzekł kapitan Wiecie wrzeszczała a to może przed godziną przyszedł z wojska Jasiek Tereski chłop A dyć powiadała, co wraca dopiero na kopania I poczuł się jakoby w niebie w tych ślicznościach, że ruchać się nie śmiał, ino klęczał wpatrzony w czarniawą, słodką, matczyną twarz Ludzie zaczęli się pchać naprzód, że ani myśleć było o wyjściu, ruszyć się nawet nie mógł przyparty do kraty cisza ogarnęła kościół, że każde słowo księdza słychać było wyraźnie Ale od półwłóczka nie ustąpię pół chałupy też moje i tych krów mlecznych nie popuszczę z garści wyrzekła nieco żalnie Nie i nie (wstaje pełna niepokoju Właśnie dlatego nie mogłam wytrzymać dłużej w tej małej, zabitej deskami dziurze Przerażenie rządcy było ogromne Po tych słowach objął go i ucałował jak własne dziecko DOROTA (nasłuchując hałasów) Chyba nie powiesz, ze on szuka tych swoich skarbów, żeby mieć wadium na myjnię I jeszcze potem tam pracować REMEK Chyba odwrotnie: on potrzebuje kasy, żeby nie trafić do myjni I nigdy tam nie pracować DOROTA (zamyśla się) A może trzeba sprzedać I spieprzać stąd Pewnie Grossmanowa wszystko pozmyślała ale poczułam się po tej rozmowie, jakbym żyła tutaj w cudzej skórze Dodałem jednak parę słów, że ojciec pani ręczy za ten dług Ja daję trzysta na rękę w gotówce Kto tam zapytał po chwili Cortejo Nora siada przy pianinie, zaczyna grać tarantelę 20 Nora Ba O tych małych Uderzyło go niezwykłe podobieństwo Ale za bardzo się go bała Jak będę chciał, to ci dam, a jak nie, to nie Levaque ani Zachariasz nie przyszli Bardzo to wszystko piękne, co ksiądz proboszcz mówi rzekła Czy te łakomczuchy nie zjadły bułeczek po kryjomu w czasie drogi? Wymierzyła każdemu policzek Górników było około czterystu, sąsiednie osiedla pustoszały i nadbiegali coraz to nowi W tym samym czasie Stefan znalazł się w Requillart Kiedy Trompette oblany potem konał na słomie, Bataille zaczął obwąchiwać go rozpaczliwie, prychając krótko, jakby płakał Przynaglał zwierzę i smagał szpicrutą każdego, kto nie usuwał się dość szybko Czy nie potrzeba tu robotnika do jakiejkolwiek pracy? zapytał Stefan A więc, jedyna moja przyjaciółko, jedyny mój skarbie na ziemi, czy możesz mi powiedzieć, dlaczego twoje serce mi się oddało? Tak, mogę ci to powiedzieć, mój przyjacielu, dlatego, że od pierwszego razu wydałeś mi się szlachetny, wspaniałomyślny, prosty, ludzki, słowem dobry, co w moich oczach jest największą w świecie zaletą Ale jeśli przyjdę do pana, a pan na mój widok znów wpadnie w złość! Czy pan nie może mi przynajmniej powiedzieć, o co pan ma żal do mnie od tylu lat? To mi się chyba należy? Chyba że nie wiedząc o tym jestem podobny do kogoś, kto pana skrzywdził? Ale to nie może być nikt tutejszy; nie znam nikogo w całej okolicy, kto by był do mnie podobny, z wyjątkiem starego konia księdza proboszcza z Cuzion Miałem to panu odnieść jutro rano, żeby panu przypomnieć, czego się pan dziś dopuścił Panu zawdzięczam, że jeszcze gwiazdy świecą mi nad głową; i nie powiem, bym nie był rad z tego Jeśli się czujesz szczęśliwy, kochany Janie, jest to dla nas pociechą w żalu, że cię rzadziej widujemy Tego nie powiedziałem, panie margrabio Po czym ze zdumiewającą zręcznością pchnął belkę z całej siły Przynoszę panu słowa pokoju, a przede wszystka coś, co może wam pomóc do zawarcia zgody A tymczasem pan się trochę ochłodzi, przyniosę wina z piwnicy Leżąc naprzeciw siebie obserwowali się nawzajem ponuro i wrogo |
||||||||||
|
|
||||||||||