|
124 Helmer Jesteś chora, Noro, masz gorączkę, mówisz jak w maligni... |
||||||||||
|
||||||||||
|
Odbyło się wesele Kłębianki, trzy dni się zabawiali, a tak hucznie, że powiadali, jako Kłąb dopożyczył pięćdziesiąt rubli od organisty na to wesele A w każdej chałupie, u Szymonów, u Maćków, u wójtów, u Kłębów, i kto ich tam zliczy a wypowie wszystkich, przewietrzano izby, myto, szorowano, posypywano izby, sienie, a nawet i śnieg przed progami świeżym igliwiem, a gdzieniegdzie to i bielono poczerniałe kominy a wszędzie na gwałt pieczono chleby i one strucle świąteczne, oprawiano śledzie, wiercono w niepolewanych donicach mak do klusek Przystanął w miejscu, kaj był zakatrupił borowego, i tak go cosik złego sparło pod piersiami, jaże zaklął: Ścierwa, przez niego cała moja marnacyja Bym poredził, to bym ci jeszczek dołożył splunął i wziął się do roboty Obeszli w procesji cały staw i koło kościoła skręcali już na topolową drogę, kaj się to miał odbyć pochowek, gdy wtem Jasiek walnął łopatą w garnek, że rozleciał się w kawałki, a żur z onymi różnościami polał się po Witku Hanka była dziwnie smutna i milcząca, że dopiero kiej zjadła wieczerzę i parobek poszedł do stajni, odważył się pytać: Widzieliście męża Całe popołudnie z nim przesiedziałam Zdrowy jest i dobrej myśli kazał was pozdrowić I drugich chłopów też widziałam mają ich puścić, jeno nikto nie wie kiedy U tego, co ma na sądach Antka bronić, też byłam Nie mówiła tego, co jej kamieniem zaciężyło na sercu, a jeno takie różności drugie, Antka się nie tyczące, aż rozpłakała się nagle, i choć przysłoniła twarz rękoma, łzy pociekły przez palce Z pokładu doniosła się komenda bosmana Strychuj żagle Zapalić sygnały Westa na wodę Pełny bieg Płyniemy jak się należy wrzasnął kapitan Tu złożył rannego, przykrył go ubraniem Fostera i rzekł do Pitta Zaczekajcie, pobiegnę do Sambjedów po pomoc Z tymi słowami zsunął się z pagórków i popędził w stronę obozu tubylców, gdzie szkarłatnymi plamami występowały z mroku ogniska Wójcie, a to jeno Boga się bójcie zaśmiał się któryś z rzepeckich Właśnie przed chwilą mówił mi Boryna, że was spotkał Nie widziałem go, musiał gdzieś bokiem przechodzić Od skargi do wyroku droga szeroka Helmer No więc Nora dotyka guzików jego marynarki, nie patrząc na niego Gdybyś chciał ofiarować mi coś, mógłbyś Choć nie czuł skruchy, nie mógł jednak całkowicie zagłuszyć głosu sumienia, który mówił: jesteś zabójcą starej! Mało miał prawdziwej wiary, za to mnóstwo przesądów REMEK (ponuro) Po warunkiem, że się miało tych jedenaście pozostałych Tomski awansował na rotmistrza i ma się ożenić z księżniczką Poliną WALDEK (gwałtownie odzyskuje pewność siebie) Poniżej menadżera nic nie biorę, on to musi zrozumieć Ja nie będę przecież stał ze szlauchem DOROTA Twój cyrk, twoje małpy Ubieraj się, na co czekasz Co zrobiłeś z szafą ubraniową, przyznaj się A wiesz chociaż, gdzie są papiery WALDEK zaczyna się nerwowo czesać, otrzepywać ubranie z kurzu Doznałam wielu krzywd, Torwaldzie Zapłacisz mi za to Opowiem wszystkim, jakim łotrem jest Gasparino Cortejo Tylko spokojnie Nora Nic, zostań tu nikt nie wejdzie, to z pewnością ktoś do Torwalda Mam nadzieję, że będzie pan ze mnie zadowolony 124 Helmer Jesteś chora, Noro, masz gorączkę, mówisz jak w malignie Chodzi o towarzyszy nie pora na zabawy teraz, kiedy inni giną z głodu Widzę w tym sens swojego istnienia i nie zamierzam przestawać Nie boisz się tu? zapytał Stefan Zostali o pięćdziesiąt metrów za tamtymi i mimo jej oporu Stefan brał właśnie Katarzynę na ręce, gdy strop przed nimi osunął się nagle: olbrzymi blok odgrodził ich od kolegów Nie, panie dyrektorze Chociaż nie wierzyła jego przyrzeczeniom, cieszyła się, że jest taki miły Co kwadrans przybiegali gońcy, depesze spadały na biurko jak grad Najpierw sięgała im do kostek, później omyła kolana Odczekał chwilę, wsłuchując się w muzykę ryczącą ze słuchawek Lecz Stefan przerwał mu ogarnięty wściekłością: Chciałeś brać udział w strajku, to weźmiesz Dalej, naprzód, łajdaku! Słowa jego zagłuszyły nowe okrzyki Cóż może być bardziej głupiego od pretensji ciała do wiecznego życia; i zadeklamował dla prokonsula wiersz współczesnego poety: Nec crescit, nec post mortem durare videtur Ale Aulus wychylił się właśnie poza krawędź triclinium, czoło spływało mu potem, twarz miał zieloną i trzymał się za brzuch Czy wspominał dni dzieciństwa, czy lata kolegium, troski i radości nauki, nie był już ową istotą bierną i zakutą w łańcuchy, jaką czuł się dotychczas; był kochankiem Gilberty, który objął myślą całe to życie odtąd radosne, rozjaśnione nowym światłem Rozesłałaś łoże na górach, aby dopełniły się ofiary twoje! Pan wyrwie ci klejnoty z uszu, podrze szaty z purpury i lniane welony, zerwie bransolety z ramion, pierścienie z palców u nóg i półksiężyca ze złota, drżące nad twoim czołem; skruszy srebrne zwierciadła, połamie wachlarze z piór strusich i koturny z perłowej macicy, podwyższające postać twoją; złamie pychę twoich diamentów, sczezną pachnidła, którymi skrapiasz włosy swoje, farba na twoich paznokciach i twoje sztuki niewieście; i głazów całej ziemi nie starczy, aby ukamienować cudzołóstwo! Szukała spojrzeniem obrońcy pośród zebranych Z darów pana de Boisguilbault zachowała tylko kwiaty i pierścionek z krwawnikiem, który pokazała margrabiemu uśmiechając się tkliwie była nieruchoma, stopy nie spoczywały Niech pan zapamięta, co panu mówię, ale niech pan nie próbuje wybić tego z głowy swemu ojcu Nawet stąd, ze swojego więzienia, wysyła ludzi, którzy podburzają kraj Socjalizm wywietrzał mu już trochę z głowy myślał przemysłowiec czas, żeby wziął się do jakiejś pożytecznej pracy Uścisk hrabiego był gorący i pełen entuzjazmu, margrabiego zaś konwencjonalny i wymuszony |
||||||||||
|
|
||||||||||