|
W ciep³ym powietrzu wisia³y opary jak w listopadzie, mimo pe³ni lata... |
||||||||||
|
||||||||||
|
Czarniawe mokre mg³y le¿a³y na ³±kach, ¿e tylko gdzieniegdzie b³yska³y szerokie rowy pe³ne siwej wody i wysokie zagony kapusty, siniej±cej blad± zieleni± albo rdzawej niby pasy blachy ¿elaznej, a tu i ówdzie majaczy³y we mgle czerwone we³niaki kobiet i kupy wyciêtych g³ówek Idê, ino jeszcze drewek przyniesê, bo gospodyni kaza³a szepta³ ¿a³o¶nie i markotnie, ¿e nie móg³ opowiadaæ, co widzia³ na wsi, zakrêci³ siê po izbie, gwizdn±³ na £apê, ale pies zwin±³ siê w k³êbek i ani chcia³ s³uchaæ, wiêc sam poszed³, Boryna za¶, ubrany do wyj¶cia, ³azi³ z k±ta w k±t, poprawia³ w kominie, zachodzi³ do stodo³y, to oknem wygl±da³, to przed dom wychodzi³ i coraz niecierpliwiej czeka³, ale nikt po niego nie przychodzi³ Pyskacze juchy, now± biedê wypyskuj± la wszystkich Kto Antek Boryna A jakby i on nie przywiód³ wsi do rozumu, to ju¿ trza wypi±æ plecy na ca³y jenteres Có¿ ja Któ¿ to me pos³ucha, co j±ka³ zmieszany Wyszli pokrótce, sfrasowani i pe³ni zgrozy Tereska doma Rwie len u proboszcza i jeszcze nie wie, co j± w domu czeka Miejsce by³o g³êbokie, wiêc opuszczono drug± kotwicê z rufy, a gdy majtkowie wydostali siê na wysoki brzeg, podano im grub±, stalow± trosê i kapitan rzuci³ nowy rozkaz Wi±¿ na ¶mieræ Ludzie zaczêli umocowywaæ stalow± linê do wystaj±cego cypla skalnego i grubych konarów mocnej jak kamieñ brzozy polarnej A nie mów¿e przed nikim o tym, co¶ s³ysza³a rzek³ po d³ugiej chwili Ster trzyma³ siê mocno Ch³op by³ kwardy i nieustêpliwy, a na co siê jeno zawzi±³, dopi±æ musia³, ¿eby tam nie wiem co przeszkadza³o to i teraz na nic nie zwa¿a³: zawierali mu drzwi przed nosem oknami gada³ kobiety mu wygra¿a³y nie gniewa³ siê, przy¶wiarcza³ jeszcze, a kaj by³o potrza basowa³, za¶ niejedn± o dzieci zagadywa³ i porz±dki wychwala³, a¿ w koñcu powiedzia³ swoje, a nie uda³o siê szed³ dalej A mo¿e udawa³am tylko, ¿e tak jest Ale¿ mam go odpar³ tamten O ¿esz co za kretyn ze mnie ¯eby tak skatowaæ cha³upê, i to jeszcze bez ¿adnego efektu DOROTA (daje mu szansê) Dlaczego Efekt jest U notariusza jeszcze podbijê cenê Niech wie, ¿e ja wiem, ¿e ona wie DOROTA (idzie w stronê drzwi) Zachowujesz siê jak kompletny oszo³om Rank Niech mu pani powie – zjawi³ siê w³a¶nie Cudownie jest mieæ du¿o, du¿o pieniêdzy Pani Linde Oj, Noro, Noro, jak widzê, nie spowa¿nia³a¶ od tego czasu Drogi doktorze rz±dca zerwa³ siê z krzes³a A po polsku mówiê na pewno lepiej ni¿ wiêkszo¶æ tutejszej populacji Wypowiedzia³ te s³owa wolno i bezd¼wiêcznie Zarzucano im, ¿e ze strachu przed rewizj± spalili wa¿ne papiery W izbie na parterze kuku³ka zegara odezwa³a siê cztery razy Zdawa³o siê, ¿e nie czuje zimna ani ostrych podmuchów wichru Ale najbardziej cierpia³ z powodu wilgoci Wa³êsali siê teraz od knajpy do knajpy, nie szukaj±c ju¿ ¿adnych pretekstów, po prostu ¿eby siê przewietrzyæ Chaval, pracuj±cy z kolegami w g³êbi przodka, zdziwi³ siê nie s³ysz±c stukotu kó³ Przez niedomkniête drzwi dobieg³ ich g³os matki: We¼cie wszystek chleb ze sob±, dla ma³ych mam jeszcze trochê makaronu Nie by³o sensu okazywaæ lêku wobec dziesiêciu tysiêcy robotników z Montsou; pó¼niej zobacz±, jakie kroki trzeba bêdzie podj±æ Stefan sta³ przez chwilê nieruchomo, og³uszony, o¶lep³y On ju¿ siê tym zaj±³ Wówczas ksi±dz wyg³osi³ d³ug± przemowê By³by pan jeszcze bardziej wspania³omy¶lny, panie margrabio, gdyby pan pozwoli³ zacnemu Janowi Jappeloup wyraziæ mu swoj± wdziêczno¶æ i ofiarowaæ swoje us³ugi Nie mogê potêpiaæ mojego ojca; powiedz mi jednak, je¶li ¿±da, bym mu przysi±g³, ¿e uznam jego b³êdy, ¿e bêdê dzieli³ jego nadmierne ambicje i dumn± nietolerancjê, czy mam go us³uchaæ? Je¶li za tak± cenê mam otrzymaæ twoj± rêkê i je¶li waham siê chwilê, je¶li ogarnia mnie g³êboki lêk, je¶li obawiam siê, ¿e bêdê ciebie niegodny, gdy zaprê siê mojej wiary w przysz³o¶æ ludzko¶ci, czy nie zas³ugujê na trochê wspó³czucia z twojej strony, na s³owo zachêty lub pociechy? Ach, mój Bo¿e powiedzia³a Gilberta sk³adaj±c rêce nie rozumiesz, jak siê sprawy maj±, Emilu! Twój ojciec nie chce, by¶my kiedykolwiek siê po³±czyli, i jego postêpowanie jest wykrêtne i podstêpne V WZWÓD Dziêki stromi¼nie stoków, nad którymi górowa³ zamek Châteaubrun, m³odzieniec oraz jego nowy przewodnik znale¼li siê wkrótce na równinie i ¿aden wiêkszy potok nie przeci±³ im drogi Robi³em, co mog³em, ale mów, co chcesz urodzi³em siê o kilka lat za pó¼no Jasne i ufne spojrzenie Gilberty mówi³o mu teraz tak wiele! W zaraniu szczê¶cia kochanków bywaj± chwile cichej ekstazy, kiedy najbardziej przenikliwy obserwator z wielkim trudem tylko móg³by przejrzeæ ich nieuchwytn± na zewn±trz tajemnicê W obawie, ¿e kto¶ j± pozna i zobaczy w pobli¿u parku, po¿yczy³a od starej Marlot samodzia³ow± burkê pod pozorem, ¿e wieczór jest ch³odny, ona za¶ czuje siê niezupe³nie zdrowa Zdaje siê, ¿e nie widzia³ pan jeszcze mojej córki? Ale ona pana ju¿ zna, jest bowiem wtajemniczona we wszystkie sekrety naszego zacnego Jana, on j± tak kocha, ¿e czê¶ciej radzi siê jej ni¿ mnie 183 XIII NIEOCZEKIWANA KOLACJA Musia³a istotnie byæ bardzo z³a pogoda albo margrabia nie¶wiadomie uleg³ jakim¶ tajemniczym wp³ywom, zdecydowa³ siê bowiem stawiæ czo³a spotkaniu z nieznajom± osob± Nie nie nigdy tego nie powiedzia³em odpar³ margrabia, którego gniew gas³ równie szybko, jak siê zapala³ W ciep³ym powietrzu wisia³y opary jak w listopadzie, mimo pe³ni lata |
||||||||||
|
|
||||||||||