|
Nie morski to węzeł, lecz mądry i mocny |
||||||||||
|
||||||||||
|
Odprowadzę cię, Jaguś Obejrzał się noc była ciemna, bez gwiazd, wiatr huczał górą i miotał drzewami Od tej pory jestem tu i czekam dnia, w którym przyjdzie postanowienie, co mam z sobą uczynić W podwórzu gwarno było i ludnie, krzątali się kole wieczornych obrządków, Józka krowy doiła pod oborą wydzierając się piskliwą nutą, zaś Hanka kluski zagniatała na ganku Wszędzie zajrzałem Dyć bociek, Witek go jesienią przygarnął, bo ostało ptaszysko, wykurował, że to miał skrzydło złamane, i teraz siedzi w chałupie i myszy łowi kiej kot Cicho Trza zaradzić jakoś szeptał Antek tężąc myślą Ujadanie oddalało się coraz bardziej i Nilsen zrozumiał, że psy ścigały wroga lub biegły na nieznane odgłosy Nie miałaś czego o Mateuszu zagadnęła Hanka po przywitaniu Co ją tam obchodziły gronta, a zapisy, a majątki tyle co nic, abo i mąż Mało to chłopaków latało za nią niechby tylko chciała, to choćby wszystkie na jedną noc się zlecą i 62 my1 jej leniwie się snuła jak nić lniana z kądzieli i jak ta nić okręcała się ciągle jednako na tym, że jak matka każą, to pójdzie za Borynę Juści, że go nawet woli od innych, bo kupił jej wstążkę i chustkę juści ale i Antek by kupił to samo a i inne może żeby tylko miały Borynowe pieniądze każden dobry i wszystkie razem a bo ona ma głowę, żeby wybierać Matki w tym głowa, żeby zrobić, jak potrza Zapatrzyła się znowu w okno, bo poczerniałe, zwiędłe georginie, kołysane przez wiatr, zaglądały w szyby, ale wnet zapomniała o nich, zapomniała o wszystkim, nawet o sobie samej, zapadła w takie prześwięte bezczucie, jak ta ziemia rodzona w jesienne martwe noce bo jako ta ziemia święta była Jagusina dusza jako ta ziemia Nie morski to węzeł, lecz mądry i mocny Jeśli ktoś sam się prosi DOCENT GOLDFARB (spacerując niestrudzenie) Ja wiem, co tym mi powiesz Ty mi powiesz, że ja za dużo mówię Że ja teraz za dużo mówię, że ja zawsze za dużo mówię, no i że ja za dużo powiedziałem na tym zebraniu w Akademii, kiedy dostałem takie brawa (otacza ją ramieniem Najdroższa moja, wydaje mi się, że trzymam cię nie dość mocno w swych objęciach Co się stało Niechże hrabia wstanie Hrabia pozwoli, że mu pomogę Krogstad Zgadza się I niech mnie pan nie opuszcza mój przyjacielu W jego mózgu zachował się jednak niby na kliszy portret człowieka, który był z nim w pokoju, nim szaleństwo całkowicie opanowało jego umysł Tu podał ją Mindrellowi, a sam przelazł przez mur Zaczekajcie rzekł Cortejo i podszedł na palcach do drzwi Landola przybył szczęśliwie do Barcelony Podobno wyjechał w towarzystwie urzędnika sądowego I o tym mi nic nie wiadomo Wiem dobrze, co chcę robić Lecz Maigrat brutalnie wypchnął je za drzwi, a gdy w dalszym ciągu nie przestawały go błagać, uderzył jedną Pomrukując, że nic mu nie zależy na takiej łajdaczce, dawny kochanek nie odstępował jednak od dziewczyny i poszturchiwał ją cichaczem, tak że Stefan zagroził mu, że go obije, jeżeli nie zostawi jej w spokoju Ale nie ma jeszcze nic straconego, wszyscy zostaną uratowani Ja zaraz zjeżdżam Nie zastanawiał się zresztą, na jakiej dokona się ono drodze, wolał wierzyć, że wszystko ułoży się samo, bo z chwilą gdy usiłował sformułować jakiś program działania, tracił głowę Wiesz co? Zbyszek westchnął i odwrócił się w stronę szpary Kiepska sprawa Zamilkli wstrząśnięci i pozwolili wreszcie odsuwać się krok za krokiem, lecz trzeba było podwoić ilość strażników, którzy ich powstrzymywali, gdyż mimo woli powracali na dawne miejsca, jak gdyby przyciągała ich jakaś siła Latem Zachariasz przesiadywał stale z Filomeną za krzakiem bzu Wstydzilibyście się tak zaglądać ojcu do talerza Później, kiedy lud ujmie rządy w swe ręce, rozpoczną się zmiany: powrót do pierwotnej gminy, zastąpienie form współżycia rodzinnego pełnego fałszu i ucisku instytucją rodziny, w której obowiązywać będzie równość i wolność, zagwarantowanie ludziom całkowitej równości prawnej, politycznej i ekonomicznej, zapewnienie im niezależności osobistej dzięki uspołecznieniu środków produkcji, a wreszcie wprowadzenie bezpłatnego nauczania zawodowego opłacanego przez kolektyw Nie chcę, żebyś kłamał! Nie ma takiej Gilberty na świecie, która by mnie zmusiła do kłamstwa Lecz miłość szczęśliwa ma w sobie nieco pychy, dzięki czemu obywa się bez cudzych rad, i dla naszego bohatera nie nadeszła jeszcze chwila, kiedy człowiek odczuwa potrzebę poskarżenia się komuś i znalezienia ucieczki przed rozpaczą To dla mnie żadna nowina rzekł pan Cardonnet ale niesposób, żeby pan spędził cały dzień w Châteaubrun i nie zauważył nic szczególnego I odepchnął gwałtownie łódź, którą Galuchet, oszalały z wściekłości, chciał wywrócić A więc byłby pan kontent, gdybym zaczął zachowywać się nieprzystojnie? Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, jeśli pan posłucha mojej rady Ani mi się waż Rywalizacja podnieca pospolitą duszę, lecz umysł subtelny, mając niegodnego siebie rywala, tylko nad nią cierpi Dajcież spokój moim uszom, stary, niegodziwy Janie! Jeszcze lepiej ci ich natrę, jeśli się będziesz mądrzył, a jak źle załatwisz moje polecenie, urwę ci je ze wszystkim jutro rano Byłoby więc niepodobieństwem, by mi pan nie dał zbawiennej rady Wzdycham do tego, by was widzieć wolnych i silnych, wtedy będę mógł umrzeć spokojnie |
||||||||||
|
|
||||||||||