|
Łazi po górach jak kot zauważył Cielli |
||||||||||
|
||||||||||
|
Jedli wolno, poważnie i w milczeniu, dopiero kiej zasycili pierwszy głód, jęli pogadywać i smakować w jadle Józia, że to ona dzisiaj była za gospodynią, to ino przysiadała czasami na kraju ławki, pojadała spiesznie, a pilnie baczyła, czy warza nie schodzi, by przynieść z izby garnki i dołożyć, by nie powiedzieli, że w misce dnieje Tylachna dzieci, w chałupie ciasno, a to i drób teraz się lęgnie i trza mu miejsca, i niehonor byłby dla takich gospodarzy, by pod ich dachem krewniackie dziadówki pomierały Rozmyślała bez żalu wchodząc na drogę biegnącą po grobli wyniesionej nieco, by chronić staw od wylewów na niskie łąki a kapuśniska A chociaż spieczona ziemia dudniała pod chłopami, a podkówki szczękały o kamienie coraz bliżej, Niemcy się ani poruszyli, jakby nic nie słysząc, a jeno lubując się piwskiem i tą słodkością, jaką tchnęło powietrze przedwieczerza Procesja rychło dosięgła krzyża Borynów, za którym tuż zaraz był kopiec, na skraju ziem lipeckich i dworskiego boru Księżyc schował się za chmurę, poszarzało niebo i zmętniały pola, bór cosik zagadał z cicha i trwożnie zachrzęściły zboża, i kajś od wsi dalekich niesły się psie naszczekiwania, oni zaś siedzieli niemi, dziwnie cisi, jeszcze zasłuchani a jakby opici jego słowami i tak jakoś uroczyści jakby po wielkiej przysiędze Powlekli się wzdłuż lasu, pobrzeżem skrywając się nieco od naporu wichury Wysoko pod obłokami leciały klucze żurawi, falujące w powietrzu niby nici pajęczyny, wyciągnięte w dwa rozchodzące się pod ostrym kątem sznury dzikich gęsi, długie łańcuchy łabędzi i niezliczone gromady kaczek 101 Najpierwsze szły skrzypki w parze z fletem, a za nimi warczał bębenek z brzękadłami i basy, przystrojne we wstęgi, wesoło podrygiwały Chcesz wojny, chcesz sądu, idź do sądu, skarż mnie, dochodź swojego Jakoż od tej chwili sto par ślepiów jeszcze zacieklej poszło na prześpiegi trop w trop za Jagusią, kiej te gończe za zajączkiem Musi to być niezwykły człowiek, jeżeli pan się tak zajął tą sprawą Albo drzwi mieszkania podpali Grossmanowa spadła nam jak z nieba (bardzo smutno) Dorota, sorry, ale chyba sama wiesz, że musimy je sprzedać DOROTA ( zdenerwowana) A ty chyba sam wiesz, że ona nie będzie już nam potrzebna (zdejmuje z palca obrączkę i z rozmachem ciska ją w sterty śmieci) Niech zostanie w tym mieszkaniu Niech się zgubi na amen w tych wszystkich cudzych nieszczęściach, będzie do rymu (otrząsa się) WALDEK (płaczliwie) Dorota, nie traktuj tego tak ostatecznie, OK DOROTA Słuchaj Waldek, uważnie, bo zaraz wychodzę do pracy: zgadzam się O jedenastej pójdziesz do notariusza, wszystko załatwisz i zainkasujesz pieniądze Czy to jasne WALDEK (niemal histerycznie) O żesz kurwa mać, daj mi jeszcze chwilę, wyluzuj, a ja ci to wszystko wytłumaczę Przecież to miało być inaczej DOROTA (stanowczo) OK, man, spoko, nie traćmy słów Na ogół inaczej znaczy gorzej, więc to kiepski argument negocjacyjny Jakże mogłam o nim zapomnieć 40 DOROTA Wiem jak to się skończyło emigrowali do Australii Ponieważ wyłącznie ja mam tutaj prawo do rozkazywania, więc pozwalam mówić doktorowi Sternauowi Czy masz czas wieczorem Czy możesz przyjść do parku Dobrze A dlaczegóż by nie Krogstad Słusznie REMEK Niby czemu za stara Starzy też działali Długo płacze w ciemności, ale może właśnie wtedy, przez krótką chwilkę jest naprawdę szczęśliwa Łazi po górach jak kot zauważył Cielli Dywidendy, jakie przypadły w udziale jego synowi, Eugeniuszowi, były rzeczywiście bardzo skromne, a ponieważ żył on ponad stan i roztrwonił pozostałe czterdzieści tysięcy, więc na stare lata wiodło mu się dość kiepsko Naprawiam sukienkę, wczoraj mi się rozdarła odpowiedziała Katarzyna U Rasseneura jeden mechanik i dwóch robotników dziennych popijało w oświetlonej sali Stefan słuchał przejęty grozą Nogi odmawiały jej posłuszeństwa; weszła Myśl, że mogliby się wydostać przez starą kopalnię, jeżeli uda im się dotrzeć tam, zanim droga zostanie odcięta, unosiła ich teraz Stefan machinalnie szedł z daleka za tamtymi dwojgiem, przekonany, że jest to zwykła schadzka miłosna Na dole pełne wózki sczepiano razem i konie dowoziły je do szybu Jego wstyd, że nic nie wie, topniał Zewsząd dobiegały okrzyki kryjące w sobie zarodek przyszłej kłótni: Ach, mój Boże! A moja zupa! Moja zupa jeszcze nie gotowa! IV Kiedy Maheu wrócił do domu zostawiwszy Stefana u Rasseneura, zastał Katarzynę, Zachariasza i Janka przy stole A więc mój syn odbywa zapewne ową romantyczną wycieczkę w towarzystwie tych państwa? Tak sądzę, proszę pana, gdyż widziałem, jak jechał konno tak jakby razem z nimi Stara klacz pana Antoniego, zaprzężona do wehikułu, który był czymś na kształt otwartej kariolki, słusznie nazywanego taczką, dokazała cudów zręczności i dobrej woli, by dowieźć ich szczęśliwie po karkołomnych drogach na nocleg Mogę tylko przy klasnąć takiej uległości, chociaż z pewnym lękiem zadaję sobie pytanie, czy nie zaprowadzi pana ona dalej, niż pan przypuszcza, z uwagi na zasady, jakie wyznaje pański ojciec Ale co panu jest, Emilu? Taki pan blady, zdyszany Czyżby pan spadł z konia? Przyszedłem piechotą, lecz spadłem ze znacznie większej wysokości odpowiedział Emil Stosy kamieni i piasku, któreście nagromadzili, spustoszyły już okoliczne łąki, kiedy woda zniosła to wszystko do sąsiadów Dziwi to państwa? zapytał cieśla Co chcesz przez to powiedzieć, Emilu? odrzekł pan Cardonnet z uśmiechem to istotnie przerażający wstęp 205 Naciągnął kurtkę i ruszył przez park Ale nie jestem przywiązany do niczego, co się tam znajduje, i mogę się panu przyznać, że nie sypiam tam od piętnastu lat Zbytnia to łaska z pańskiej strony i wzrusza mnie szczerość i uprzejmość, z jaką wita pan podróżnych No więc, panie hrabio, musi pan przyznać, że wszystko jest jak najlepiej, że nigdy nie miał pan mniej trosk i kłopotów i że jest pan najszczęśliwszym z ludzi; a nie wspomniałam jeszcze o przywileju, jakim jest posiadanie czarującej córki, której tak jest dobrze przy panu |
||||||||||
|
|
||||||||||