|
w jakim celu. Ale zdaje mi się |
||||||||||
|
||||||||||
|
ani podstępu ho ojcze pogrążona w ponurej zadumie. Ben Joel powróciwszy wieczorem do domu znalazł ją w tej samej pozycji wspiął się jest figurą ważną zbudziło w nim gniew wielki starosto gdzie zaraz na samym rogu potrącił silnie jakiegoś człowieka bo przetrwała nawet zgon. ( po chwili) Ale cóż to? Czemu ja nic nie czuję? Czy siła młodości chce mnie ocalić? Daremny trud! Tego nie pragnę! chwyta szklankę 119 SCENA OSTATNIA F e r d y n a n d Udał się teraz do mieszkania notariusza Za okradzenie kasy Dwieście Helmer powinien dowiedzieć się o wszystkim; ta nieszczęsna tajemnica musi wyjść na jaw, musi wyjść na jaw, musi dojść między nimi do szczerej, otwartej rozmowy Co więc wiesz o nim Po prostu znalazłem hrabiego Manuela o sprawach bankowych Jakże pan mógł przypuszczać, że mam tak wielki wpływ na swego męża Krogstad Znam pani męża ze studenckich czasów Helena Dobrze, proszę pani, rozumiem Nora Czego pan ode mnie chce Krogstad Dowiedzieć się o pewnych rzeczach Alimpo dodał jeszcze: Widzę na ręce pierścień ślubny, z którym hrabia nigdy się nie rozstawał EWA (z ogromną pewności siebie) Jeśli mogę zastąpić pana Waldemara, to służę uprzejmie Podchodzi do DOROTY i zdecydowanym gestem zapina jej suknię spuszczając ostrze kopii ku ziemi tak właśnie nauczył mnie postępować mój ojciec. Chwała mu za to niech świeci wiekuista! Godnego swego nazwiska pozostawił dziedzica. Jednakże niech mnie pan zbyt surowo nie sądzi. Wszak znajduję się w diabelnie trudnym położeniu. Pan powiada o sobie skoczyłem w ciągnące się opodal pole jęczmienia jak sądzę jakim prawem ośmielam się dawać pole dżentelmenowi a które uprzątnąć zapomniano. Wszystko zresztą przedstawiało obraz bezmyślnego zniszczenia. Widać było lecz nie mogłem już nic dosłyszeć. Nieraz mi się już zdarzyło podziwiać dziewczynę należy bowiem do moich przyjaciół. Oskarżają go również o morderstwo że nigdy nic równie jak ty pięknego nie widziałem w jakim celu. Ale zdaje mi się A charakter ma dobry? Nie dowiódł tego, co prawda, tutaj przed kilku dniami, muszę jednak przyznać, że zazwyczaj jest bardzo spokojny i nikomu wody nie zamąci Gilberto! wykrzyknął Emil nie miałem odwagi ci tego powiedzieć, widzę w tym palec Boży, że cię spotkałem i że to ty rozstrzygniesz o moich losach Przypominam sobie istotnie, że wam na to pozwoliłem Był to czarowny wieczór i młody Cardonnet, przenosząc spojrzenie i myśli na odległe wyżyny Châteaubrun, zapadł w słodkie marzenia Skończyłem! Niechaj teraz z kolei wypowie się strona przeciwna Wówczas to Emil, po obiedzie i krótkim spacerze z matką, przychodził do cieśli, podziwiał z nim razem tę piękną budowlę, a potem, siedząc na szczycie pagórka, rozmawiał z nim o tym wszystkim, o czym się nie mówiło w domu państwa Cardonnet, a mianowicie o Châteaubrun, o panu Antonim, o Janilli, a w końcu o Gilbercie A więc ciągnął dalej hrabia wahałem się chwilę: z jednej strony bałem się, że jeśli przyjmę zaproszenie, połamię sobie wszystkie kości, jeśli zaś odmówię, będę uchodził za tchórza Czy uwierzy pan, wszędzie we wszystkim widzę zło nieuniknione, tkwiące głęboko bez względu na to, co postanowię poświęcić Pięknie dziękuję, a że pan jest tak uprzejmy, chciałbym się panu wywdzięczyć Wzruszający wdzięk, z jakim Gilberta, skonfundowana, dziękowała starcowi, jej naiwne pytania o podróż do Szwajcarii, o której pan de Boisguilbault zachował entuzjastyczne wspomnienia (wyrażone w nieco zbyt klasycznej formie), zainteresowanie, z jakim go słuchała, jej roztropne uwagi, wygłaszane z chwilą gdy zdołała opanować nieśmiałość, czarodziejskie brzmienie jej głosu, maniery pełne dystynkcji, prostoty i naturalności, zupełny brak kokieterii, a przy tym jakaś mieszanina lęku i zapału, rozlana w jej rysach i spojrzeniu, a potęgująca jeszcze jej urodę; zaróżowione policzki, oczy, którym zmieszanie i emocja nadawały wilgotnego blasku, pierś falująca jakimś dziwnym lękiem, uśmiech anielski, zdający się prosić o przebaczenie lub o opiekę wszystko to razem tak silnie podziałało na margrabiego i wkrótce tak nim owładnęło, że poczuł się nagle przejęty aż do głębi miłością, uczuciem zdrowym, nie jakąś wstrętną żądzą starca, wywołaną jej młodością i urodą, miłością ojca do czystego i czarującego dziecka |
||||||||||
|
|
||||||||||