|
To prawda: nie chcę jeszcze wychodzić za mąż, jestem za młoda |
||||||||||
|
||||||||||
|
Niech przyjdzie, prosił go nie będę, robota jest, ale ciężka, przy obróbce drzewa pod piły Dyć poradzi, sposobny do wszystkiego, jak mało któren we wsi Wiem, dlatego mówię, żeby przyszedł do roboty, ale swoją drogą źle wy swojego pilnujecie źle Co prawda, to i służba hardzieje Mój ano chłopak do pasionki, że to chłopaków w domu brak, za psa me uważa i każe se mleka na podwieczorek podawać Słyszane to rzeczy Parobka mam, to mi nie nowina, czego im się zachciewa, ale godzić się na wszyćko muszę, bo pójdzie se we świat w największą robotę i cóż pocznę przez niego w tylim gospodarstwie Żeby go wama tylko nie odmówiła która rzekła ciszej Mazią od woza omaścić, też gorsze by nie było Związać ją, wyrwie się jeszcze i ucieknie rozrządziła wójtowa Ciemno było, że choć oko wykol deszcz padał coraz grubszy i gdzieniegdzie po drodze rozlegały się turkoty wozów i ochrypłe śpiewy pijaków, albo i ktosik człapał się wolno po błocie Katarynka wygrywała rozgłośnie na całą wieś dziady wyciągały po swojemu, dzieci gwizdały na glinianych kuraskach, naszczekiwały psy i konie gryzły się i kwiczały, że to muchy były dzisia barzej naprzykrzone, zaś każden człowiek gadał z osobna, przekrzykiwał do znajomków, stowarzyszał się i cisnął do kramów, przy których wrzało jak w ulu i podnosiły się dzieuszyne piski Wyładowywano od razu kilka statków Narodu się naszło co niemiara, miejsc zbrakło, że sporo musiało się kuntentować siedzeniem na belkach leżących pod karczmą, jeno co czas był piękny i na niebie świeciły złote roztoki, to się gęsto kwaterowali pod ścianą, krzykając na Żyda, by im napitki wynosił Przy sadzeniu ziemniaków odrobiłaby połowę, a resztę we żniwo Na deku stał złotowłosy olbrzym REMEK (pochyla się ciekawie nad planem, studiuje) Wiesz co Sprawdź dokładnie wszystkie szafy Co seniorka powie o mojej piosence Czy pan ją zaimprowizował Tak Mimo wszystko przeszkodzimy mu w uzdrowieniu hrabiego zapewnił Cortejo WALDEK (z telefonem przy uchu) A adres w Nowym Jorku REMEK Adres bardzo dobry Pani jeszcze na świecie nie było Jeżeli bywałem niecierpliwy, porywczy, trzeba to zrzucić na karb mojej choroby Ci, którzy wygrali, jedli z wielkim apetytem; inni siedzieli w posępnym roztargnieniu nad pustymi talerzami W jednym z nich ujrzał ciemną główkę, pochyloną zapewne nad książką czy nad robótką Sternau chciał spędzić noc u wezgłowia chorego, ale panie wymogły na nim, aby im pozwolił czuwać, widziały bowiem, jak barczo był wyczerpany REMEK No tak, ale przecież ona chce kupić, a nie sprzedać Z ogrodu dobiegł odgłos jego kroków zmarznięta ziemia dźwięczała, gdy po niej stąpał Chłopcy odepchnęli Katarzynę, bo za długo się myła Powoli wyłonił się on z ciemności wraz z gniadoszem, ciągnącym sześć świeżo naładowanych wózków Szczególnie nieubłagany był dla Maheuów, urażony, że wymknęła mu się Katarzyna Okno, znajdujące się nad monitorem, w pełni zasłonięte było ciemnymi żaluzjami Całe prowincjonalne mieszczaństwo komentowało z pasją sprawę tego księdza, który żołnierzy nazwał zbrodniarzami Wzrok Stefana przeniósł się na położone na wzgórzu osiedle robotnicze, z którego dostrzegał jedynie czerwone dachy, a następnie wrócił znów ku le Voreux i zatrzymał się na dwóch olbrzymich stosach cegieł, wypalanych na miejscu W pierwszej chwili nie zrozumiał, a później ogarnięty radością uścisnął mocno ręce dziewczyny: Dziękuję wam, kolego Porządny z was człowiek, daję słowo! Roześmiała się spoglądając na niego; z kotłowni padał na nich czerwony blask Również i Katarzynę ogarniało czasem, bez widocznej przyczyny, wstydliwe podniecenie Wszystko takie drogie odezwała się pani Rasseneur, która weszła przed chwilą i przysłuchiwała się rozmowie z ponurą twarzą, jakby jeszcze wyższa w swojej nieśmiertelnej czarnej sukni W poniedziałki wstaję bardzo późno, by robotnicy mieli czas zatrzeć wszelkie ślady tego najazdu, zanim zdążyłbym Ojcze rzekł Emil tu nie wchodzą w grę jedynie obliczenia hydrograficzne, i pozwól sobie powiedzieć, że twoja bezwzględna wiara w prace specjalistów sprowadziła cię na manowce Nie pozwoliłbyś mi upaść na duchu i poddać się memu szaleństwu! Myślałem, że pozbywam się wroga, a tymczasem straciłem przyjaciela! Ale dlaczego, u diabła, miał mnie pan za swego wroga? zapytał cieśla Co to ma znaczyć? zapytał surowo pan Cardonnet widząc, że nadchodzi strażnik polowy wsparty na ramieniu Emila I tak roboty już wykonane wyrządziły wielkie szkody okolicznym młynarzom Mogłam była co prawda pochować dotychczas już kilku mężów odparła Janilla na sposobnościach mi nie zbywało Wreszcie wyjęła ze szkatułki dziwaczny medalion, ozdobiony profilem Tyberiusza Kocham cię tak, jakbym kochał córkę, gdyby natura przez pomyłkę nie stworzyła cię mężczyzną to wystarczy, byś zrozumiał, że kocham cię namiętnie Ale to nie ma znaczenia To prawda: nie chcę jeszcze wychodzić za mąż, jestem za młoda |
||||||||||
|
|
||||||||||