|
Teraz chcę być dla odmiany twoim czeladnikiem |
||||||||||
|
||||||||||
|
Spojrzała oczami, co to jakby mu do nóg leciały z podzięką A waszego mięsa i głodny pies nie tknie Wałkoń jucha, na bydlątkach tera się odbija rzekła stara ciskając na gęsi, bo się przywiedły całym stadem na klepisko i nuż szczypać ziemniaki a przykry gęgot czynić Świat był jeszcze zmartwiały od nocnego chłodu, pełen sennej głuszy i spowity w lute i szkliste mgły Żadnych towarów tam jednak nie znaleźli, chociaż dla wymiany zabrali z sobą kilka sorok futer białych i niebieskich lisów i dwa tysiące skórek najlepszych popielic opowiadał rybak Chyba kapkę przepijemy, matko A bo ja wiem Niewolić jej nie będę, cóż, Jaguś, odpijesz I ja ta wiem pisknęła odwracając do okna zaczerwienioną twarz A może pan gospodarz kupi paczkę tytuniu A może dać kieliszek fajnej gorzałki Ja mam dla siebie, ale po znajomości Krowy leżały rzędem obok siebie i przeżuwały glamiąc powoli, ale na światło i głosy jęły postękiwać, zbierać się ciężko do powstawania a odwracać ciężkie, ogromne łby Wskazałem w ogłoszeniu hasło Numer 13, bo gdyby taki pan zjawił się bez uprzedzenia, to pierwszy lepszy majtek z warugi bez gadania kropnąłby go przez łeb bosakiem, obawiając się puścić go na dek A jakże z akordem nowych majtków do załogi pytał Nilsen Obok niego, rozkraczywszy nogikonary, stał Udo Ikonen i zgięty w kabłąk niby naciągnięty łuk Japończyk Mito, trzymając przed sobą długie, małpie ręce z wyprostowanymi palcami Ale nie mówmy o interesach, to takie nieciekawe Rank w drzwiach prowadzących z pokoju Helmera, zwracając się do Helmera Nie, nie, nie chcę przeszkadzać, pójdę lepiej do twojej żony Poszedł więc za dryblasem Co zrobiłeś z nimi Zabiłem ich W jakim służy garnizonie W żadnym Nora Skądże, wcale nie Pan doktor Rank pani Linde Ubrany był w strój myśliwski, prowadził na smyczy dwa psy Ale teraz gdy Sternau odszedł, zaczął tracić odwagę Jak śmiesz stroić żarty ze mnie Odwróć w tył głowę Urzędnik obejrzał się i znieruchomiał Była to jednak hrabianka I ona widocznie też Wraca z Jean-Bart Przynajmniej ogrzeje się trochę Na szczęście była już dziesiąta, pora śniadania Pokojówka Rózia wracała właśnie do domu śmiejąc się do rozjuszonych robotników; znała ich wszystkich, gdyż pochodziła z Montsou Pod lampą szybko pojawiła się druga Ale ani Katarzyna, ani Mouquette, ani nawet Lidka nie chciały odejść, przykute żądzą poznania prawdy, pomagając przy usuwaniu węgla Dziadek Bonnemort, zajmujący sam jeden łóżko Zachariasza i Janka, chrapał z otwartymi ustami Na nieszczęście jednak węgiel stawał się coraz twardszy, dwa razy Zachariasz złamał narzędzie, rozjątrzony, że nie posuwa się tak szybko jak przedtem Ale gdy przyszło mówić o sposobach dokonania przemiany, stawał się mniej konkretny, powoływał się na przeczytane książki, ośmielony ignorancją słuchających zapuszczał się w rozważania, w których sam się gubił Lecz tłum napierał teraz na kratę ogrodu i niełatwo było się wydostać Imię Antoniego de Châteaubrun, wymienione już niejednokrotnie na próżno, przebrzmiałe bez echa w milczącym parku, powróciło mu na wargi i zatrzymało się na nich, tym razem z większym uporem Ale że nie brak mi sprytu i znajomości życia, od czasu do czasu zdobywam się na wielki gest Janilla przez całe życie roztaczała opiekuńcze skrzydła nad Antonim de Châteaubrun Młodzieńcze rzekł hrabia zna pan, być może, pana Cardonnet, jest pan jego urzędnikiem lub ma pan wobec niego jakieś długi wdzięczności Nie ulega wątpliwości rzekł Emil drżącym głosem że ojciec mój nie wie, iż ten człowiek śmiał podnieść oczy na pannę de Châteaubrun, inaczej nigdy by go nie umacniał w podobnej nadziei W końcu zdołał wypowiedzieć te słowa: Dosyć, mój panie, dosyć, to za wiele Niech pan się nigdy więcej nie poważy wymienić przy mnie nazwiska t e j p a n n y ! I powstając ze skały w parku, gdzie scena ta się rozegrała, wszedł do szwajcarskiego domku i gwałtownie zatrzasnął za sobą drzwi Ale postaram się przezwyciężyć dla pana swój charakter, tak ażeby pan nie cierpiał z powodu moich wad, a zwłaszcza mego ponurego usposobienia, które zraża do mnie ludzi Wszyscy się na mnie uwzięli z wyjątkiem pana Antoniego Te znamiona wieczystego gniewu przejmowały grozą myśl tetrarchy; stał więc nieruchomo, wsparty łokciami o balustradę, objąwszy skronie dłońmi, z oczami utkwionymi w jeden punkt Teraz chcę być dla odmiany twoim czeladnikiem |
||||||||||
|
|
||||||||||