|
By³y to jego ostatnie s³owa |
||||||||||
|
||||||||||
|
Oto i teraz, ledwie co Jagna z ³ó¿ka wylaz³a i we³niaki na siê wdzia³a, drzwi skrzypnê³y i on siê cicho wsun±³ prosto id±c do chorego £adujcie krzykn±³, machn±wszy kapeluszem w stronê bosmana Psiachmaæ, ¿e to ni pacierza spokojno¶ci Hale có¿, urz±d pierwszy Odprawcie ich prêdko i powracajcie Prze¶piewali, a d³ugo jeszcze po ko¶ciele t³uk³y siê jêkliwe, bolesne echa i szmer ³kañ, westchnieñ i mod³ów gor±cych Ju¶ci, co zaraz rzêsi¶ciej gruchnê³a muzyka, bo grajki wiedzia³y, ¿e z Mateuszem nie przelewki, ¿e p³aci, ale i biæ gotowy 420 Wszystkie za nami, dobrodzieje juchy mówi³ Mateusz Pitt zjawi³ siê przed kapitanem okrêtu, jakby wyskoczywszy spod ziemi ¿e ju¿ i nie sipiam, a ino ciêgiem o tobie, Mary¶ o tobie, najmilejsza ka¿dej prawisz to samo czeka³am ciê do pó³nocka u drugiej by³e¶ Jasio jakby z nag³a og³uch³ i zatrz±s³ siê kieby osika Zacz±³ znowu bezwiednie przebiegaæ czerwone litery brewiarza i poruszaæ ustami, ale co chwila goni³ oczami siwki, to stadko wron, które ostro¿nie, z wyci±gniêtymi dziobami podskakiwa³y w bru¼dzie i raz w raz, za ka¿dym ¶wistem bata, za ka¿dym nawrotem p³uga, podrywa³y siê ciê¿ko, pada³y zaraz na zorane zagony i ostrzy³y dzioby o twarde, zesch³e skiby Hanka d³ugo patrza³a za nimi z jak±¶ dziwn± zgryzot± i markotno¶ci±, a ¿e nie mia³a czasu na rozwa¿ania, bo najemnicy ¶ci±gali z pola, to schowa³a zapis do skrzynki pod klucz, zawar³a ojcow± stronê i zabra³a siê do obiadu ca³e jednak przypo³udnie chodzi³a struta i milcz±ca nawet niechêtnie daj±c ucho przypochlebnym s³ówkom Jagustynki Wyrwa³e¶ mnie z mego otoczenia, z domu rodzinnego, ale przy twojej pomocy nauczy³em siê wszystkiego, co mi jest niezbêdne, abym zaj±³ nale¿ne mi miejsce i spe³ni³ przeznaczone zadanie Kto¶ zabra³ go powozem i od tego czasu ¶lad po nim zagin±³ Helmer podchodzi do niej To nie do wiary Przecie¿ ty wszystko zapomnia³a¶ Nora odrzuca tamburyn No, widzisz I dlatego opuszczam ciê teraz Zreszt± tej jego kasy nie starczy³o, musia³am jeszcze sprzedaæ swoj± kawalerkê Remontu od Niemca nie by³o Jasne Odwraca siê i wychodzi za MAJOREM SAWICKIM, za nim POLICJANT Nasz piêkny, szczê¶liwy dom przesta³by byæ tym, czym jest Potem zszed³em w kotlinê i znalaz³em tam, znalaz³em By³y to jego ostatnie s³owa W tym samym momencie do pokoju niemal wtoczy³ siê Zbyszek i usiad³ na kanapie Nie zd±¿y³ jeszcze na dobre zasun±æ szuflady, kiedy us³ysza³ za sob± bzyczenie, brzmi±ce w jego uszach jak wyzwanie Sta³y w niej trzy ³ó¿ka, szafa, stó³, dwa orzechowe krzes³a; poczernia³e od staro¶ci, ostro odcina³y siê od ¿ó³to malowanych ¶cian ¯adnej nadziei, dzieñ skoñczy siê bez ³y¿ki strawy, a dni, które przyjd± po nim, bêd± podobne Tych dwoje zgadza³o siê i obejmowa³o czule tylko we ¶nie Po có¿ niszczyæ chodniki? Wbrew urazie jego serce robotnika buntowa³o siê przeciw temu Matka uspokoi³a j± klapsem: najlepiej by³oby, gdyby od razu kark skrêci³a Ostatecznie cz³owiek nie jest gorszy od innych Bébertowi kaza³ trzymaæ stra¿, a Lidkê wypchn±³ naprzód, ¿eby puka³a do domów i sprzedawa³a sa³atê Zachowaæ spokój to by³o has³o dnia podawane z ust do ust Niebawem powraca³a, na to, by znów uciec Margrabia przywi±za³ siê szczerze do naszego bohatera, a choæ siê z tym przed nim nie zdradzi³, nie móg³ siê ju¿ obej¶æ bez jego towarzystwa Budzi³am siê ze strachem, a której¶ nocy, kiedy przez sen wykrzyknê³am jego nazwisko, Janilla wsta³a i bior±c mnie w objêcia pociesza³a: „Po co my¶lisz o tym szkaradnym cz³owieku, nie ma ¿adnej w³adzy nad tob±, nie ¶mia³by podnie¶æ rêki na twego ojca Lodowata atmosfera wnêtrza, wiecznie zamkniêtego przed szczodrymi promieniami s³oñca, oraz panuj±ca na zewn±trz cisza mia³a jeszcze co¶ pogrzebowego w prawid³owo¶ci tego niczym nie zak³óconego ³adu i w tym artystycznym i szlachetnym zbytku, którego nikomu nie by³o dane u¿ywaæ Czy koñ pañski jest dobrze uje¿d¿ony? zapyta³ pan de Boisguilbault g³aszcz±c szyjê Kruka A ja j± przyjmujê tylko jako dzieñ wypoczynku odpar³ Jan z oburzeniem Po kwadransie Janilla, która nie mog³a ¿yæ bez ruchu, wsta³a od sto³u, wziê³a do Wspomnijmy naprzód w paru s³owach ca³e twoje krótkie i szczê¶liwe ¿ycie Po czym ze zdumiewaj±c± zrêczno¶ci± pchn±³ belkê z ca³ej si³y Niechaj wiêc przemys³ zwyciê¿a i panuje |
||||||||||
|
|
||||||||||